Strona główna Historia kościoła

Historia Kościoła św. Józefa w Gdańsku

Spis treści
Historia Kościoła św. Józefa w Gdańsku
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Wszystkie strony

Historia klasztoru i kościoła

pw. św. Józefa w Gdańsku.

1357 Istnieje już szpital, kościółek i dwór św. Jerzego.

1391 OO. Karmelici przybywają do Gdańska i obejmują opieką przyszpitalny kościółek św. Jerzego (dzisiejsza Kaplica Wieczystej Adoracji). Gdańsk jest pierwszą siedzibą Karmelitów w Polsce.

1464-96 Budowa wschodniej części kościoła pw. Matki Bożej Najświętszej Dziewicy oraz świętych proroków Eliasza i Elizeusza.

1523 Rabunek i dewastacja kościołów i klasztorów.

1576 Kolejne rozruchy w mieście wraz z dewastacją obiektów sakralnych.

1623 Powstaje zachodnia część kościoła.

1668 Pożar zachodniej części kościoła.

1670 W wyniku zamieszek religijnych dochodzi do dewastacji kościoła i klasztoru.

1681 Opat pelpliński Ludwik Łaś poświęcił odnowiony kościół.

1734 Zajęcie klasztoru przez wojsko w czasie oblężenia rosyjskiego, czego pozostałością jest kula armatnia w suficie kruchty Kaplicy Adoracji.

1823 Władze pruskie skasowały zakon Karmelitów. Część zakonników wysiedlono, innym pozwolono zostać do śmierci. W siedem lat później klasztor jest pusty.

1840 Erygowano Parafię pod (nowym) wezwaniem św. Józefa. Pierwszym proboszczem został ks. Józef Michalski. Potem proboszczami byli niemieccy kapłani, którzy z szacunkiem podchodzą do ludności polskiej.

1847 Zebrano dość ofiar na remont, który przywrócił świetność świątyni.

1870 W okresie kulturkampfu na okres 16 lat zakazano kazań w języku polskim.

1924 Parafia św. Józefa liczyła ponad 11.000 wiernych i była druga po parafii św. Mikołaja.

1945 Kończy się II wojna światowa. ‘Wyzwoleńcza’ Armia Czerwona, która wkroczyła do Gdańska, dewastuje i niszczy klasztor i kościół. W ostateczności (27 marca) bolszewicy podkładają ogień pod obiekty sakralne, paląc wraz z kościołem i klasztorem – żywcem - ponad stu wiernych, którzy szukali azylu w środku świątyni.

1948 O. Józef Mańkowski OMI w imieniu Misjonarzy Oblatów M. N. przejmuje ruiny klasztoru i kościoła św. Józefa.

1953 Zakończenie pierwszego etapu obudowy klasztoru i kościoła.

1963 Bp Edmund Nowicki eryguje w kaplicy M.B. Szkaplerznej – Kaplicę wieczystej Adoracji i stały konfesjonał.

2000 Ks. bp Zygmunt Pawłowicz poświęcił epitafium ku czci spalonych żywcem w k-le św. Józefa w 1945 r., określając to miejsce jako „Sanktuarium ofiar nieludzkich systemów”.

2002 Ustawiono nową konstrukcję stalową dachu.

2005 Odrestaurowano bramę wejściową na plac przykościelny.

2005 W czasie odpustu ku czci św. Józefa ks. bp Zygmunt Pawłowicz poświęcił nową figurę św. Józefa, znajdującą się w prezbiterium.

2008 W Kaplicy Wieczystej Adoracji ustawiono nowy ołtarz adoracyjny, którego autorem jest wybitny artysta Stanisław Wyrostek. Aktu poświęcenia dokonał arcybp Tadeusz Gocłowski.

2011 Ułożono nowe pokrycie dachowe na kapitularzu finansowane w ogromnej części z budżetu m. Gdańska.

2012 Odrestaurowano wschodnią ścianę kościoła św. Józefa i Kaplicy Wieczystej Adoracji - finansowane w ogromnej części z budżetu m. Gdańska.

2013 W Kaplicy Wieczystej Adoracji odrestaurowano Ołtarz Matki Bożej Szkaplerznej (pochodzący z I poł. XVIII wieku).

2014 Przy ogromnym merytorycznym i finansowym udziale Urzędu Miejskiego Gdańska, Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Gdańsku, a także Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i materialnym wkładzie wiernych, rozpoczęto prace konserwatorskie w celu odkrycia i przywrócenia pierwotnej polichromii na sklepieniu i ścianach Kaplicy Wieczystej Adoracji.

 

Profesor Andrzej Januszajtis


Kościół św. Józefa w Gdańsku. Dzieje i zabytki.

Wstęp.

Wielu zwiedzających Stare Miasto, kiedy znajdzie się na ulicy Elżbietańskiej, przystaje i zastanawia się, jaki związek mogła mieć w przeszłości, samotnie stojąca, zabytkowa brama z oddalonym, o kilkanaście metrów kościołem?

 

Historia kościoła, który obecnie nosi wezwanie św. Józefa, oraz związanych z nim obiektów, jest długa i urozmaicona.
Składają się na nią dzieje budowli wznoszonych na tym terenie, przemiany architektury i wystroju, dzieje instytucji, do których należały, a także działających w nim ludzi.

Początkowo funkcjonował tutaj szpital i kaplica Św. Jerzego. W XV w. osiedlili się tu „Biali Mnisi” z Zakonu Braci Najświętszej Maryi Panny z góry Karmel, zwani potocznie karmelitami. Przenieśli się tu ze swojej pierwotnej siedziby na Młodym Mieście i wybudowali klasztor oraz kościół p.w. Najświętszej Maryi Panny, św. Eliasza i Elizeusza, przemianowany w XIX w. na kościół parafialny p.w. Świętego Józefa.
Po dramatycznym zniszczeniu w czasie ostatniej wojny, odbudowali go i użytkują Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej.

Celem niniejszego opracowania jest przybliżenie Czytelnikom najciekawszych wydarzeń z przeszłości zespołu i roli, jaką pełnił dawniej i pełni obecnie.

Aby nie utrudniać lektury, zrezygnowano z przypisów. Wykaz wykorzystanych źródeł zamieszczono na końcu opracowania.

Szpital Świętego Jerzego.

W najstarszej zachowanej księdze gruntowej Gdańska z 1357 r. wymienione są: szpital, kościół i dwór św. Jerzego.
Nietrudno je zlokalizować. Dzisiejszy ciąg ulic Garncarskiej i Elżbietańskiej, nosił do połowy XV w. nazwę drogi lub ulicy przy Św. Jerzym, a funkcjonująca od 1355 r. kuźnica miedzi nad kanałem Raduni (na rogu ul. Na Piaskach) leżała „przy drodze, którą się idzie do Św. Jerzego”. Podobnie było z ulicą Bielańską, zwaną „przecznicą przy ratuszu, którą się idzie do Św. Jerzego” (1386), później po prostu „Świętojańską”, a dopiero od 1511 r. ulicą „Białych Mnichów”.

W 1391 r., kiedy zakładano szpital i kościół Św. Elżbiety, całą okolicę nazywano „przed-mieściem przy Św. Jerzym”. Wkrótce potem położenie Dworu Biedaków, czyli przytułku elżbietańskiego, określano jako „naprzeciw Św. Jerzego”. Jak stąd wynika szpital, kościół i dwór Św. Jerzego zajmowały teren wzdłuż ul. Elżbietańskiej – od ul. Bielańskiej do obecnej ul. Karmelickiej. Z ksiąg gruntowych Starego Miasta wiemy też, ze w końcu XV w. do zespołu Św. Jerzego należała także parcela po drugiej stronie ul. Elżbietańskiej, na północ od szpitala Św. Elżbiety.

Nie znamy dokładnej daty założenia zakładu. Kult świętego Jerzego przyszedł ze Wschodu. Według tradycji św. Jerzy był rzymskim rycerzem z Kapadocji (wschodnia Turcja) i zginął śmiercią męczeńską za cesarza Dioklecjana, bo nie chciał wyrzec się wiary w Chrystusa. Miało się to stać 23 kwietnia 305 r.

Wyprawy krzyżowe przyczyniły się do rozpowszechnienia kultu świętego w zachodniej Europie, zwłaszcza w XII/XIII w., po wzbogaceniu jego życiorysu legendą o pokonaniu smoka, który miał pożreć księżniczkę Aję.
Wkrótce św. Jerzy stał się jednym z najpopularniejszych świętych, wspomożycielem i patronem rycerzy – zwłaszcza walczących z niewiernymi.
Układano modlitwy, których teksty znane były także w naszym regionie, np.: „Panie! Który odwracasz wojny i jesteś Wspomożeniem i Ochroną wszystkich, co w Tobie pokładają nadzieję, wejrzyj łaskawie na naszą modlitwę i daj nam zwycięstwo dla zasług Twojego świętego męczennika i rycerza Jerzego”.

Na zjeździe w Oksfordzie (1222), Anglicy przyjęli go za patrona, a jego krzyż – biały w czerwonym polu – trafił na ich sztandary jako godło państwowe. Jako ideał cnót rycerskich, święty stanął godnie obok legendarnego króla Artura. Z czasem zaczął go wypierać, jak np. w 1348 r. w Anglii, gdy król Edward III przekształcił stare „Towarzystwo Okrągłego Stołu w Windorze” w „Rycerski Zakon Podwiązki” pod patronatem św. Jerzego i ustanowił sławny order. U nas propagatorami kultu św. Jerzego byli m.in. Krzyżacy. Wyruszając na walkę z pogańskimi Prusami czy Litwinami, obok własnej chorągwi z czarnym krzyżem, posługiwali się chętnie chorągwią św. Jerzego. Taka właśnie chorągiew znalazła się wśród wielu innych zdobytych przez Polskę w bitwie pod Grunwaldem. Walczyli pod nią wspomagający Krzyżaków rycerze z Zachodniej Europy.

Biały krzyż w czerwonym polu był również znakiem licznych powstających w państwie krzyżackim bractw św. Jerzego.

Miały one za zadanie pielęgnowanie cnót rycerskich i wprawianie się w walce wręcz i strzelaniu z łuków i kusz, a także pielęgnowanie chorych i starców.
Wielkim zagrożeniem stał się trąd, przywleczony przez powracających z Bliskiego Wschodu krzyżowców.

Chorych na tę zaraźliwą i nieuleczalną chorobę ówczesne szpitale nie przyjmowały – zwykle wypędzano ich z miasta. Dopiero w XIII w. za murami miast zaczęły powstawać leprozoria – specjalne zakłady dla trędowatych – z reguły pod wezwaniem św. Jerzego. Już w 1220 r. istniał taki szpital w Hamburgu, ok. 1240 r. w Lubece, w 1260 r. w Roztoce.
Pierwszy szpital Świętego Jerzego w naszym regionie powstał ok. 1260 r. w Toruniu. Kolejne pojawiały się w Radzyniu (1285), Dzierzgoniu (1290), Elblągu (1295), Chełmie (1311) i Królewcu (1329).

Data powstania zakładu gdańskiego można ustalić tylko orientacyjnie. W 1334 r. jeszcze go nie było – trędowatych odsyłano do św. Jerzego w Elblągu. Gdańskie bractwo Św. Jerzego musiało już istnieć w roku 1350, z którego pochodzi pierwsza wiadomość o ufundowanym przez nie Dworze Artusa.
Zakład na Starym Mieście – wówczas poza murami miasta – musiał powstać między tą datą, a wspomnianym już wyżej rokiem 1355, w którym po raz pierwszy słyszymy o drodze „do Świętego Jerzego”. W dwa lata później stał już kościół, szpital i dwór.

O wyglądzie budynków nie mamy informacji. Kościół mógł mieć postać podobną jak znany z przekazów ikonograficznych kościółek szpitalny Św. Jerzego w Toruniu. Wiemy, że miał wieżę, zapewne niewielką, z jednym dzwonem. Na ogół lokalizuje się go w południowo-zachodnim narożniku parceli – u zbiegu ul. Bielańskiej i Elżbietańskiej. Jakieś jego resztki stały tam jeszcze w początkach XIX w.

Potwierdzeniem tej lokalizacji może być notatka kronikarska z 1487 r. o wymurowaniu ściany za zachód od dzisiejszego kościoła (wzdłuż ulicy) „aż do kaplicy Św. Jerzego”. Na sensacyjnym sztokholmskim widoku z lotu ptaka z ok. roku 1600 widać niski budynek z niskim dachem, zakończony przy narożniku wyższym ryzalitem, który mógł być pozostałością wieży. W ścianie od ul Bielańskiej widnieją cztery dwudzielne okna. Jeżeli dobrze interpretujemy źródła, to jest to jedyne wyobrażenie kościółka Św. Jerzego w czasie, w którym nie prezentował się zbyt okazale.

Budynki szpitala były z pewnością jeszcze skromniejsze. Wyróżniać się mogła siedziba zarządców, zwana „dworem” Św. Jerzego (nie należy go mylić z zachowanym do dziś Dworem Św. Jerzego przy Złotej Bramie, który był siedzibą Bractwa). W północnej części działki szpitalnej stał w XV w. drugi dwór, zwany Małym. Mimo, że szpital leżał na Starym Mieście, zarządców mianowała Rada Prawego (Głównego) Miasta, która decydowała także o przyjmowaniu podopiecznych i wspomagała zakład finansowo.

Głównym źródłem finansowania były jednak prebendy, czyli sumy wpłacane przez przyjmowanych do szpitala pensjonariuszy, oraz dotacje i darowizny zapewne także od członków Bractwa Św. Jerzego. Trędowaci byli izolowani od społeczeństwa. Na ulicy mogli się pokazać tylko osłonięci kapturem i zaopatrzeni w dzwonek lub grzechotkę dla ostrzegania przechodniów. Jałmużnę przyjmowali do worka zamocowanego na końcu długiego kija (te informacje pochodzą z Norynbergii, ale można przypuszczać, że podobnie było w Gdańsku). Do szpitala przyjmowano również biedaków. Trędowatych nie było z resztą zbyt wielu.
W 1395 r., kiedy w sąsiedztwie zakładu powstał przytułek Św. Elżbiety, zaczęto ich kierować do bardziej odległego szpitala Bożego Ciała. Zakład Św. Jerzego przybrał z czasem charakter przytułku i domu starców, w którym za wpłacone pieniądze zapewniano dożywotnią opiekę i utrzymanie. Np. w 1451 r. za wpłaconych 68 grzywien przyjęto tutaj niejaką Gertrudę Kalouw, odseparowaną od męża z powodu choroby. W 1453 r. za przekazany „cały majątek nieruchomy i ruchomy” zapewniono utrzymanie pewnej niewieście z Brunszwiku itp.

Formalnemu istnieniu instytucji położyła kres wojna 13-letnia. W 1455 r. wielki mistrz krzyżacki powodowany chęcią dokuczenia zbuntowanemu miastu podarował zabudowania klasztoru kartuzom z klasztorem Pokój Boży pod Świdwinem. Było to bezprawne, bo zakład podlegał Radzie, ale kartuzi jeszcze długo z tego tytułu wysuwali roszczenia. W 1464 r. szpital rozwiązano, dochody przekazano szpitalowi Św. Michała i Wszystkich Aniołów, a działkę i zabudowania przeniesionym z Młodego Miasta karmelitom. Wprawdzie jeszcze w 1511 r. ksiądz Jan Mestelin funduje w kaplicy ołtarz i wieczną mszę i zobowiązuje zarządców szpitala Św. Michała do jego lepszego utrzymania, ale nie powstrzymało to postępującego upadku.


Karmelici w Gdańsku.

 

Według tradycji karmelitańskiej prekursorem zakonu było znane ze Starego Testamentu zgromadzenie uczniów proroków, którego pierwszymi duchowymi przywódcami byli Eliasz i jego następca Elizeusz. Ulubionym miejscem pobytu Eliasza była wysoka na 545 m góra Karmel w Ziemi Świętej (na południe od Haify). Tutaj pokazał mu się kończący długotrwałą suszę życiodajny obłok, interpretowany jako prorocza wizja Matki Boskiej.
Do tych tradycji nawiązał św. Bertold, który w 1155 r. założył na Karmelu zgromadzenie pustelników o bardzo surowej regule, zatwierdzone w 1226 r. przez papieża Honoriusza III. W 1237 r., wobec zniszczenia przez Turków większości klasztorów w Ziemi Świętej, zgromadzenie postanowiło przenieść się do Europy.

W 1245 r. papież Innocenty IIII złagodził regułę. Do kolejnego złagodzenia doszło w 1432 r. za Eugeniusza IV. Obecny podział na karmelitów bosych i trzewiczkowych pochodzi z czasów wielkich reformatorów zakonu: św.

Teresy z Avilli (1515-1582) i św. Jana Od Krzyża (1542-1591). Zakon zasłynął z głębokiego kultu Matki Boskiej i wprowadzenia szkaplerza.
W Gdańsku karmelici pojawili się wcześniej, niż w jakimkolwiek innym mieście naszego kraju. Pierwsze wiadomości pochodzą z roku 1391. Bawiący wówczas w Prusach książę Henryk Lancaster hr. Derby, wnuk Edwarda III, który sam w przyszłości miał zasiąść na angielskim tronie jako Henryk IV, dwukrotnie ofiarował jałmużnę „dwóm braciom karmelitom” – pierwszy raz 10 lutego w Braniewie (pół grzywny pruskiej), a drugi między 15 lutego a 26 marca w Gdańsku (8 szylingów sterlingów, czyli mniej więcej tyle samo, co poprzednio).

Kolejna informacja, pochodząca z 1395 r. potwierdza istnienie klasztoru, który już na tyle okrzepł, że zaczął promieniować na zewnątrz. Przeor wysłał wówczas do księcia Albrechtz Meklemburskiego braci Jana Meigeburga i Mikołaja Wiselburga dla zbierania jałmużny i kierowania zakładanymi tam klasztorami. List wysłano „z góry Karmel pod Gdańskiem”. Pieczęć podaje wezwanie: „Świętej Bogarodzicy Maryi”.
Warto zwrócić uwagę, że klasztor karmelitów w Krakowie, uważany niekiedy za najstarszy w Polsce, powstał w r. 1397, a zatwierdzenie przez papieża uzyskał dopiero w cztery lata później. Przed rozbiorami nikt nie miał wątpliwości, kto był „starszy”: we wspólnych procesjach karmelici gdańscy szli zawsze pierwsi.

Klasztor należał do Młodego Miasta, założonego przez krzyżaków w 1380 r. jako konkurencja dla coraz bogatszego i potężniejszego Prawego Miasta. Dokładne ustalenie gdzie stał, jest trudne, bo w 1455 r. Młode Miasto zostało przez gdańszczan zniszczone, a jego mieszkańcy przesiedleni do innych dzielnic. Przed zniszczeniem dzielnica zajmowała teren nad Wisłą na północ od Starego Miasta, sięgający od ul. Wałowej aż poza dzisiejszy przystanek Gdańsk-Stocznia. Szpital Św. Michała i Wszystkich Aniołów Bożych, zwany potocznie „Aniołkami” (rejon czołgu w Alei Zwycięstwa) stał już poza miastem. Karmelici usadowili się mniej więcej w połowie drogi między Aniołkami a Wisłą, czyli gdzieś w rejonie ul. Jana z Kolna, niedaleko przystanku.

Dzięki obficie płynącym datkom i poparciu władz, klasztor szybko się rozbudowywał.
W latach 1401-1409 stałą pozycją w wydatkach zakonu krzyżackiego były, co roku 2 grzywny dla klasztoru karmelitów. W 1408 r. wydano dodatkowo 10 grzywien na „szklane okno” (zapewne witraż) i ½ grzywny na ołtarz „dla Białych Mnichów”, w następnym roku 2 skojce (1/12 grzywny) na ołtarz (drugi?), a w 1407 r. 40 grzywien dla czterech klasztorów, z czego karmelici zapewne otrzymali 10.

W 1410 r. przeor i bracia zakupili od Młodego Miasta 100 tys. cegieł. W 8 lat później Jakub Kursener, przeor konwentu „braci zakonu Panny Maryi z góry Karmelu na Młodym Mieście w Gdańsku” przyznał prebendę pewnemu księdzu.

Jako przybliżoną datę zakończenia budowy przyjmuje się rok 1422. W 1433 r. klasztorowi zagrozili grasujący w okolicy husyci. Aby go uchronić przed zniszczeniem, zaproponowano przeniesienie na objęty palisadą teren Starego Miasta, ale po odejściu husytów zrezygnowano z tego planu.
W latach 1438-1439 z inicjatywy kupców gdańskich i szweckich ufundowano kaplicę Św. Eryka. Przedsięwzięcie uzyskało poparcie arcybiskupa Upsali Olafa Laurentiusa Larssona i jego następcy Mikołaja Ragwalda Nilsa Ragvaldssona.

W myśl zawartej umowy, karmelici udostępnili miejsce „przed wysokim chórem, po południowej stronie i zobowiązywali się do odprawiania codziennej mszy za wszystkich, którzy są w bractwie Św. Eryka i je popierają”. Mieli również, co roku odprawiać mszę „za dusze żyjących i zmarłych członków bractwa”, a także zapewniać im bezpłatny pochówek na własnym cmentarzu. Zarządcy kaplicy byli wybierani przez bractwo, wspólnie z gildiami kupieckimi w Gdańsku i Sztokholmie. Bractwo Św. Eryka, o którym mowa, było pierwszym w Europie poza Szwecją. Dokumenty związane z fundacją ołtarza Św. Eryka zwierają nazwiska przeorów: Diderika Boetmakera (1438) i Jana Gherdenera (1439), lektorów: Jana Wollyna i Michała Unrowa, zastępcy przeora Michała Hasentreta i zakrystianina Kaspra Salvelta.

Kaplica otrzymała ołtarz z obrazem św. Eryka.
Ciekawie rozwiązano sprawy majątkowe: ofiary „na ołtarz” (dzisiaj powiedzielibyśmy „na tacę”) miały przypadać konwentowi, natomiast kosztowności i datki do skarbonki należało przeznaczyć na budowę i remonty. Sprzęt liturgiczny miał być na przechowaniu u kapłana. W razie zagubienia lub kradzieży, konwent gwarantował wyrównanie strat. Gdyby wystąpił spór między konwentem a bractwem i nie było można się porozumieć, umowa przewidywała podział majątku po połowie. Jeden z punktów porozumienia dotyczył dnia św. Eryka (18 maja). Należało go uczcić uroczystą procesją, w czasie której niesiono otrzymane z Upsali relikwie świętego, a przełożeni bractwa zobowiązali się do obdarowania w tym dniu zakonników tuszą baranią i beczką gdańskiego piwa.
Klasztor stał się wkrótce uczęszczanym miejscem kultu i sanktuarium Matki Boskiej. Schodzili się tu nie tylko wierni z trzech gdańskich miast: Prawego, Starego i Młodego, ale także goście – kupcy i żeglarze. I właśnie z ich powodu w roku 1449 bawiący wówczas w Rzymie biskup włocławski, wydał karmelitom specjalne zezwolenie na słuchanie ich spowiedzi i udzielanie rozgrzeszenia. Z czasem doszedł do tego, przynoszący konwentowi dochody odpust.


Rozwojowi młodomiejskiego zgromadzenia karmelitów położyła kres wojna trzynastoletnia.
Rozpoczęta w dniu 14 stycznia 1455 r. rozbiórka znienawidzonej przez Gdańszczan konkurencyjnej dzielnicy nie objęła na razie kościoła i klasztoru karmelitów. Położone poza obrębem fortyfikacji zabudowania były nieraz zagrożone przez krzyżackich najemników.

 

Np. w 1461 r., w pierwszą niedzielę po Wielkanocy (13 kwietnia) „... tuż po południu, gdy ludzie z Gdańska tłumnie przyszli dla uzyskania odpustu [...] przybyło z Pucka 500 jeźdźców, którzy rozproszyli i rozpędzili niewiasty i cały pozostały tłum, wielu zabrali ozdoby, naszyjniki, srebrne paski i kosztowne stroje, wzięli też do niewoli 14 rzemieślników. Ponieważ jednak wypadło za nimi z miasta wielu jeźdźców i pieszych pachołków, uszli z powrotem na swoje miejsce”.

Losy wojny odwróciły się po rozbiciu krzyżaków w dniu 17 września 1462 r. pod Świecinem przez siły polsko-gdańskie pod dowództwem Piotra Dunina. W osiem dni po bitwie 500 rycerzy polskich stanęło na noc obozem u gdańskich karmelitów. Mimo zwycięstwa, sytuacja była nadal niepewna i władze wróciły do dawnej koncepcji przeniesienia klasztoru na bezpieczniejsze Stare Miasto i rozebrania budynków, które mogły dać schronienie nieprzyjacielowi. Wystawiony 4 kwietnia 1464 r. akt przekazania karmelitom terenu i zabudowań szpitala Św. Jerzego w polskim przekładzie ma postać:

„W imię Pańskie amen. Na wieczną rzeczy pamiątkę. My, burmistrz i rajcy miasta Gdańska w diecezji włocławskiej wszem i każdemu obecnemu nasze pismo dla dowolnego wglądu i sprawdzenia poświadczamy; ponieważ czcigodni i pobożni ojcowie Pańscy, przeor, bracia i konwent z góry karmelu w swoim klasztorze poza murami rzeczonego naszego miasta Gdańska i w polu położonym, tak z racji ciężkiego zamieszania wojennego, które w ziemiach pruskich okrutnie się wzmaga, jak też dla wrogich i poważnych zuchwalstw i najazdu nieprzyjaciół, nie mogą w nim w spokoju

ducha i z czystym sumieniem sprawować świętych obrzędów ani Przedwiecznemu Panu wygodnie służyć, z tych i innych należytych przyczyn, niepokojących ich dusze, zostali zmuszeni i przyciśnięci, by (go) porzucić i przez ucieczkę we wspomnianym naszym mieście otrzymać schronienie, zaś sam klasztor pustym zostawili, a że ów klasztor rzetelnie zbudowany z potężnymi murami mógł był naszemu miastu uszczerbek i szkodę przynieść, przeto za jednomyślną zgodą rzeczonych panów, przeora, braci i całego konwentu i za wyraźną wolą i zezwoleniem ich z mocy zwyczajnej władzy pełnoprawnie działających zwierzchników, poleciliśmy (go) rozebrać i zrównać z ziemią. Iżby zasię wspomniani panowie, przeor, bracia i ich konwent nie doznali zbyt przykrego z takowej rozbiórki płynącego uszczerbku, w regularnym praktykowaniu reguły, lecz by kult Boga mógł od nich ciągłego doznawać pomnożenia, kościół Świętego Jerzego męczennika, naprzeciwko szpitala św. Elżbiety, wewnątrz naszych murów i obwarowań położony, jak również w miejscu dla nich odpowiednim i zdatnym, wraz z dzwonnicą, dzwonem i pozostałymi zabudowaniami od dawna do tegoż kościoła należącymi, które prebendariusze i trędowaci w nich żyjący niejako trzymali, zamieszkiwali i posiadali, dla użytku i wieczystego zamieszkania tegoż przeora, braci i konwentu przejęliśmy w celu oddania, odstąpienia i przyznania, przeto mocą niniejszego (pisma) dajemy, odstępujemy i przyznajemy w takich punktach i ulicach, czyli granicach, mianowicie począwszy od krańca przecznicy zwanej Świętojańską idąc w dół ulicą Elżbietańską, aż do małego dworu Św. Jerzego wyłącznie, który to odcinek zawiera w sobie 18 miar zwanych pospolicie prętami, zasię stąd od naroża tegoż małego dworu Św. Jerzego zwracając się po prostej aż do ulicy zwanej Zagubioną, gdzie długość wynosi 18 wspomnianych prętów mierniczych i jeden łokieć, zasię od tegoż końca z powrotem idąc w górę rzeczoną ulicą Zagubioną aż do wspomnianej poprzecznej ulicy świętojańskiej taka drogą, która wykazuje długość 19 prętów mierniczych i znowu od tego końca tej samej ulicy Świętojańskiej, aż do końca tejże ulicy, od której wyznaczanie niniejszych granic rozpoczęto, w dół, gdzie długość wynosi 17 prętów mierniczych i półtora łokcia. Ponadto domy, budynki i mieszkania przy wspomnianym kościele Św. Jerzego, wokół niego podległe i sąsiadujące, oraz w wyżej wymienionych granicach istniejące i (nimi) objęte, które rzeczeni panowie: przeor, bracia, konwent i ich uczniowie i następcy, tak w drodze darowizny jałmużniczej, hojności testamentarnej, jak i ich pobożności, zakupu, zbycia czy jakiegokolwiek innego pozyskania zdołają zdobyć, to wspomnianym panom, przeorowi, braciom i konwentowi na wieczne czasy z wolnej woli i prawa na mocy niniejszego oddajemy w posiadanie.
I dla pewniejszego przetrwania i by w ten sposób odstąpienie, oddanie i przekazanie mogło nabrać większej trwałości i aby w tymże miejscu na nowo klasztor dla praktykowania ich reguły wzniesiono, założono, ustanowiono i wybudowano, czyli by (go) wznieść, założyć i ustanowić mogli, (na to) przyznajemy im całkowitą, wolną i wszelką swobodę.
Dan na ratuszu naszego miasta roku pańskiego tysiąc czterysta sześćdziesiątego czwartego, w czwarty dzień Paschy, pod naszą pieczęcią sekretną, w celu potwierdzenia i poświadczenia powyższego obecnym zawieszoną”.

Dokument ten przytaczam w całości, ponieważ stanowi podstawę działalności w tym miejscu nie tylko karmelitów, ale także ich następców. Zwróćmy uwagę na określenie granic i rozmiaru przyznanej działki, która miała kształt czworoboku. Wiedząc, że stosowany wówczas pręt chełmiński, liczący 7,5 łokcia, odpowiadał 4,32 m, możemy wyrazić podane w akcie nadania długości boków w dzisiejszych jednostkach. I tak, bok zachodni, wzdłuż ul. Elżbietańskiej liczył 77,8 m, północny 78,3 m, wschodni, wzdłuż ul. Zagubionej, czyli dzisiejszej Podbielańskiej 82,1 m, południowy, od strony Bielańskiej, zwanej wówczas Poprzeczną Świętojańską – 74,3 m. Wystarczy wziąć linijkę i otrzymamy w skali plan Buhsego z lat 1866-1869 by się przekonać, że działka ta jeszcze wówczas zachowała dawny kształt i rozmiary. Dopiero wzniesienie „tatersalu” (ujeżdżalni), przebudowanego później na popularne kino UTL, a potem (w 1938 r) rozebranego niedawno budynku redakcji „Danziger Vorposten” spowodowało częściowe okrojenie jej północno-zachodniego narożnika. Wschodnia część północnego odcinka i granice wyznaczone odcinkami okalających ulic są nadal takie jak przed wiekami.

Podjętą przez Radę decyzję prawną niezwłocznie wcielono w życie. Karmelici przeprowadzili się na Stare Miasto, a 2 września 1464 r. zaczęto burzyć ich dotychczasową siedzibę (według innej wersji uczyniono to dopiero w grudniu). Nowi gospodarze przejęli teren i budynki szpitala Św. Jerzego (z wyłączeniem Małego Dworu). Bez dóbr i dochodów, przypisanych szpitalowi Św. Michała i Wszystkich Aniołów Bożych, za to z chorymi i starymi lokatorami, których trzeba było dożywotnio utrzymywać i w dodatku płacić 10 grzywien rocznie dotychczasowemu kapelanowi szpitala. Ojcowie wielokrotnie skarżyli się na złą sytuację.
Na posiedzeniu kapituły zakonu w 1468 r. w Bydgoszczy „czcigodny” przeor konwentu gdańskiego oświadczył, że „z powodu doszczętnego rozebrania starego klasztoru, jak również zniszczenia i pogorszenia stanu ziemi pruskiej wstrzymuje płacenie części tej zwyczajowej daniny. Położenie materialne zakonników w nieznacznym stopniu poprawiła hojność zamożnej wdowy Anny Mołdakowej, która za zgodą biskupa włocławskiego, podarowała im, mierzący 3 morgi (1,7 ha) ogród na przedmieściu Chmielnik, dostępny „tylko pośrednio drogą z dalekich Szkotów”. Nie były to jedyne majętności konwentu. W 1473 r. karmelici wygrali proces o grunt i ogród z rajcą Bernardem Pawestem.
Zdarzały się też zapisy testamentalne, np. 20 grzywien od zmarłego w 1495 r. Ottona Angermünde.


Mimo trudności „Biali Mnisi” energiczni przystąpili do budowy nowej siedziby. „Nie zważając na przeszkody mnisi wspomożeni jałmużnami, wykupili przyległe domy owego szpitala [Św. Jerzego] i wprzódy je rozebrawszy, zaczęli budować wielki kościół pod wezwaniem Najświętszej Maryi Śnieżnej i tegoż kościoła mniejszy obszerny chór [prezbiterium] i zakrystię, oraz ściany wielkiego chóru w stronę morza wykończyli wraz z wewnętrznymi filarami, zasię pozostałe ściany na wysokość jednego pręta wznieśli, także wielką część klasztoru”.

 

Bardziej szczegółowe informacje znajdziemy w gdańskich kronikach. I tak w r. 1482: „Biali Mnisi założyli fundament pod chór i przy nim murowali”.
W 1483 r.: „założyli fundament pod nawę wielkiego kościoła od południa”. W 1484 r.: „budowali przy swoim chórze na wysokość około 1,5 sążnia (2,5 m)”. W 1485: „murowali przy swoim chórze południową stronę i z tyłu od wschodu boki z oknami tak wysoko, jak mają leżeć belki”. W 1486 r.: „murowali południową stronę przy chórze i pomieszczenie za chórem na wysokości położenia belek i przed południową stroną kościoła w górę na 2 sążnie (3,6 m). W 1487: „rozpoczęli na zachód od kościoła ścianę, aż do kaplicy Św. Jerzego i część ścian od południa i zaraz przykryli kościół dachem, nie do końca na nowym chórze”.

W 1489 r.: „murowali też swój chór tak wysoko, by móc położyć belki, dali także więźbę na wieżyczce i przykryli belkami”. W 1492 r.: „latem położono także więźbę na kościele Białych Mnichów (w latach 1492-93 przykryto dachówką chór)”. W 1495 r.: „Na Zielone Świątki ugodzili się, co do wykonania tylnego szczytu przy chórze”. W 1496 r.: „wymurowali tylny szczyt przy chórze”.

Mamy tu przedstawiony jak na dłoni cały przebieg budowy w latach 1482-1496 – od położenia fundamentów do przykrycia dachem i wykończenia szczytu wschodniego.

Daty położenia sklepień nie znamy, ale musiało to nastąpić jeszcze przed końcem wieku. Od dawna zwracano uwagę na ich podobieństwo do ukończonych około 1487 r. sklepień kościoła Św. Mikołaja. Karmelitom udało się zrealizować tylko część ogromnego założenia. Pojęcie o rozmiarach i wyglądzie planowanego kościoła dają dawne widoki i plany, a także częściowo zachowane pozostałości.

Długa na 75 m świątynia miała sięgać aż do ul. Elżbietańskiej, o czym do dziś świadczy zachowany mur z brama stojącą niewątpliwie na średniowiecznych fundamentach. Szeroki na 30 m korpus kościoła miał mieć trzy nawy, z których zrealizowano tylko północną. Ukończono również jednonawowe, pięknie sklepione prezbiterium, o rozmiarach 31 na 15 m (w świetle 28 na 12 m) i wysokości do szczytu sklepienia ok. 19 m. Zwieńczoną bogatym pilastrowo-wnękowym szczytem ścianę wschodnią flankowały przykryte spiczastymi hełmami wieżyczki. Trzecią wieżyczkę (dziś jej nie ma) postawiono na dachu, w pobliżu prostszego w rysunku szczytu zachodniego. Obok prezbiterium powstała sklepiona zakrystia. Z planowanego klasztoru zrealizowano tylko krużganek wschodni, oraz mały i duży refektarz. Stosunki wewnętrzne w klasztorze nie były w tym czasie najlepsze. W 1493 r. zaniepokojona Rada zaalarmowała prowincjała tzw. prowincji czeskiej, obejmującej także klasztory polskie, a ten zlecił przeprowadzenie naprawy lektorowi Janowi Hoelingowi. W wyniku wizytacji usunięto najgorsze nieprawidłowości. W tym samym czasie powstała samodzielna prowincja polska. Było w niej wówczas 7 klasztorów. Do roku 1620 ich liczba wzrosła do 16.

Główną przyczyną trudności materialnych, które nie pozwoliły na dokończenie budowy w Gdańsku były konflikty społeczne i polityczne, krach finansów miejskich i wzrost nastrojów antyklerykalnych w przededniu reformacji. Dodatkowym czynnikiem zewnętrznym stała się wojna polsko-krzyżacka w latach 1519-1525 i nieudana wyprawa gdańszczan przeciw Danii w r. 1522. Od września 1523 r. mnożyły się w mieście ekscesy, w trakcie których motłoch rabował i dewastował kościoły i klasztory.

„Wyrządzono wiele niegodziwości Bogu, Najświętszej Panience i Wszystkim Świętym, [popełniono] świętokradztwa wobec Sakramentu Ołtarza, rozbijano i wyrzucano z kościołów cyboria, ołtarze, obrazy, rabowano kielichy, pateny, krzyże i inne kosztowności, wypędzono zakonników i zakonnice, lżono biskupów” – takimi słowami oskarżał później gdańszczan król Zygmunt I. Aby uniknąć konsekwencji, Rada zarządziła (31 sierpnia 1524 r.), by zabrane z klasztorów srebra oddawać na przechowanie na Ratusz. Dla umożliwienia odprawiania mszy zostawiono w kościołach pojedyncze kielichy. Jak się wydaje, klasztor karmelitów był mniej zdewastowany niż pozostałe – być może dlatego, ze jednym z najaktywniejszych „reformatorów” był członek zgromadzenia Maciej, identyfikowany z Maciejem Bienwaldem, działający w opuszczonym przez dotychczasowego proboszcza kościele Św. Bartłomieja, a później wysłany „w misji” do Elbląga. W uchwalonych w styczniu 1525 r. przez zbuntowanych przeciw starym porządkom i władzy zwolenników reformacji, w tzw. „Artykułach” zażądano, „by umieścić wszystkich mnichów w Białym Klasztorze” (tzn. u karmelitów, a mniszki „czarne, białe szare, jakiegokolwiek by były stanu, z wyjątkiem Św. Brygidy, mają być umieszczone w Domu Białych Mniszek na Starym Mieście”. Już wcześniej zakazano zakonnikom wygłaszania kazań, słuchania spowiedzi, zbierania jałmużny na ulicach i w prywatnych domach, zezwolono jedynie odprawiać msze w klasztornych kościołach. Najbardziej radykalni żądali wręcz wydalenia ich z miasta.
W przytoczonym fragmencie „Artykułów” rodzącej się gdańskiej gminy prostestanckiej, niezwykle interesująca jest wzmianka o „Domu Białych Mniszek”. Mamy tu do czynienia z jednym z nielicznych świadectw istnienia w Gdańsku Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek. Jak wynika z księgo gruntowej Starego Miasta z roku 1495, ich klasztor znajdował się na końcu ul. Elżbietańskiej, tuż za działką szpitala Św. Elżbiety, naprzeciw Św. Jerzego. Płaciły podatek 4 szkojce (1/6 grzywny) – dwa razy więcej niż sąsiedzi. Od kiedy tu siedziały, nie wiadomo. Ściśle biorąc, nie były to regularne zakonnice, tylko beginki. Nie przechodziły nowicjatu, ani nie składały ślubów, a jedynie odprawiały wspólne modlitwy i posługiwały w klasztorze. Jeżeli poddawały się zgodnym z regułą umartwieniom, to zwano je tercjarkami. W 1532 r. musiało ich już nie być, bo ich dom przeszedł na własność wygnanego z Upsali arcybiskupa Jana Magnusa. Jego brat Olaf, rysował tutaj swoje słynne mapy. W dwa lata później, odkupił dom za 200 węgierskich złotych biskup Linköpingu Jan Braske.
Klasztor męski również omal nie przestał istnieć. Mimo, że w 1526 r. król Zygmunt I osobiście przybył do miasta, by ukarać przywódców zamieszek i przywrócić stary porządek, reformacji nie udało się zahamować. Już wcześniej większość zakonników opuściła klasztor, (w 1526 r. w 3 klasztorach było razem ok. 20 mnichów), a kontrowersyjny ksiądz Jak Kruse uruchomił w nim gospodę o podejrzanej reputacji. Rozprzężenie sięgnęło szczytu. „Doszło do tego, że oddane przez Radę kosztowności, trzeba było w 1534 r. przenieść do kościoła Św. Katarzyny, bo mnisi spieniężali je dla pokrycia długów.

 


Sprzęt liturgiczny był wydawany tylko na uroczyste święta. Karmelici odwoływali się w tej sprawie do biskupów włocławskiego i krakowskiego, oraz do arcybiskupa gnieźnieńskiego. Klasztor musiał być w złym stanie, bo biskupi prosili Radę o jego odnowienie. W 10 lat później, sytuacja konwentu była nadal ciężka, dochody znikomo małe, a dłużnicy nie płacili zobowiązań.

 

W 1553 r. przeor Tomasz Ocieski sprzedał biskupowi za 200 grzywien ziemię i ogród na Chmielniku. Tolerancyjna polityka Zygmunta Augusta uśmierzyła wprawdzie gorączkę reformacyjną, ale jeszcze w 1561 r. karmelici skarżą się na trudności w odprawianiu nabożeństw i użytkowaniu nieruchomości. W klasztorze pozostało tylko dwóch zakonników: przeor i kaznodzieja. Przyciśnięci biedą w 1563 r. odstąpili prawie cały swój teren szpitalowi elżbietańskiemu, którego parcelę uszczupliła budowa wału (tzn. kurtyny między bastionami Elżbietańskim i Bożego Ciała. Przełożeni szpitala mieli im za to wybudować dom, utrzymywać kościół, płacić 160 grzywien rocznie i zaopatrywać w drewno na opał. W 1567 r. prowincjał zakonu Łukasz z Rogoźna zatwierdził umowę, ale podwyższył czynsz do 200 grzywien.

Przełożeni od Św. Elżbiety na ogół skrupulatnie dotrzymywali zobowiązań. O wyremontowaniu kościoła i zarazem pewnym odrodzeniu konwentu świadczy fakt pochowania tutaj osławionego doradcy księcia Albrechta Hehenzollerna Pawła Skalicha. Skalich miał w sobie żyłkę hochsztaplera. Urodzony w prostej chorwackiej rodzinie, wystawił sobie po skończeniu studiów w Wiedniu szereg fałszywych dokumentów mających potwierdzić jego pochodzenie ze sławnego rodu Skaligerów. Fałszywy „margrabia Werony” uzyskał wielki wpływ na zdziecinniałego księcia Albrechta i wraz ze zwolennikami przygotował przejęcie władzy w Królewcu przez księcia Meklemburgii Jana Albrechta. Dzięki interwencji króla Zygmunta Augusta, udało się temu zapobiec. „Skalichowców” skazano na śmierć, ich przywódcy udało się zbiec. Zmarł w 1575 r. w Gdańsku. Jego syn Henryk przepuszczał przyznaną mu przez króla Zygmunta III pensję, a gdy w roku 1591, lub 1592 zmarła mu matka, nie zatroszczył się o pochówek. Zwłoki leżały przez 9 lat u karmelitów, którzy w końcu pogrzebali je na własny koszt.

Spokój nie trwał długo. Kiedy nabrzmiewał konflikt miasta z Batorym, który nie chciał potwierdzić jego przywilejów, zanim gdańszczanie nie złożą mu hołdu, 26 września 1576 r., motłoch wspomagany przez żołnierzy wyżył się na klasztorach. „Rozbijano drzwi, okna i piece, rabowano sprzęty domowe i kosztowności, z piszczałek organów i ołowianych spojeń szybek lancknechci odlewali kule”. Zakonników uratowały cywilne ubrania, ale przez cały czas oblężenia bali się powrócić, mimo, że Rada uwięziła niektórych rabusiów i nakazała oddać w depozyt skradzione mienie. Podczas rokowań pokojowych w 1578 r. jednym z punktów pornych były odszkodowania dla splądrowanych klasztorów. Według Rady, w lipcu 1578 r. karmelici byli już z powrotem u siebie. Chyba jednak nie wszystko było w porządku, bo w 1582 r. król jeszcze raz zażądał, by miasto zwróciło im kościół i klasztor. Ojcowie skarżyli się też na niedotrzymanie umowy z roku 1563 przez szpital elżbietański i chcieli ją unieważnić. Spory z tego tytułu trwały aż do roku 1586, kiedy wreszcie doszło do ugody. Karmelici ostatecznie uznali ważność umowy, a szpital zobowiązał się wpłacić dodatkowo 50 grzywien na budowę (odbudowę?) dachu kościoła. Ugodę zatwierdził prowincjał Stanisław z Gniewkowa. W Gdańsku przeorem był wówczas ojciec Maciej Apoliński. Odtąd stosunki między obiema instytucjami były dobre. Poprawiły się także relacje z miastem.

W 1612 r. przeor Stanisław Biegański bezskutecznie zabiegał o odzyskanie sprzedanego biskupowi ogrodu na Chmielniku. Z tych czasów pochodzi relacja z przebywającego w Gdańsku w latach 1616-1618, węgierskiego nauczyciela Martona Csombora: „Drugi kościół (katolicki) należy do karmelitów, zwanych tu białymi mnichami. Jest to wiekowa, mocno zarysowana świątynia. Są w niej organy tak doskonałe, co do głosu, że prócz organów z kościoła Panny Maryi nie mają sobie równych. Mnichów w klasztorze mieszka dwudziestu trzech”. Dalej następuje kilka złośliwych uwag o ich poziomie umysłowym (Csombor był kalwinem), a na koniec interesujący epilog obyczajowy. Kiedy jeden z zakonników, wtrącony za jakieś przewinienie do ciemnicy „bronił się, wskazując na swój stan duchowny, rozumny przeor odrzekł mu: Wprawdzie jesteś, wielebny ojcze osobą duchowną, jednakże otrzymałem doniesienie na ciebie, jako dopuszczającego się czynów cielesnych, skoro więc jesteś i duchowny i cielesny, ja ukażę cię jedynie jako tego drugiego, to znaczy jako cielesnego”.

Po wielu latach starań w 1623 r. udało się wreszcie uzyskać odszkodowanie za ekscesy z czasów Batorego. Dostarczone przez Radę materiały budowlane wystarczyły na dobudowanie do prezbiterium dwuprzęsłowej części zachodniej w postaci hali o rozmiarach 20 na 14,5 m (wewnątrz 17 na 12) przykrytej płaskim stropem, niższym od sklepienia prezbiterium. Zamykającej ją od zachodu ścianie szczytowej nadano dzisiejszą postać – z wyjątkiem portalu. W trakcie budowy konwent kilkakrotnie zwracał się o dofinansowanie. W 1636 r. Rada przyznała dodatkowe środki i zadeklarowała pokrycie kosztów budowy „małego chóru” organowego. Wydatki na remonty pokrywali dotąd przełożeni szpitala Św. Elżbiety, którzy w 1637 r. skarżyli się na ich wysokość i jako refundację zwrócili kilka czynszowych domów. W 1642 r. na koszt szpitala zbudowano jakąś nową wieżyczkę na kościele. Remontowano „chór, refektarz, stajnię, browar” produkujący nie tylko na własne potrzeby. Podobnie jak w innych klasztorach, konwent utrzymywał własnych rzemieślników, co budziło niezadowolenie miejskich cechów. W 1640 r. karmelici uzyskali od Rady przyrzeczenie zwrotu wszystkich dawnych terenów oraz przyznania pieniędzy i materiałów na dalszą budowę. W 7 lat później otrzymali jeszcze jedno odszkodowanie za nie przydzielone tereny, o które wystąpili. W tym czasie Rada była skłonna do wypełnienia obowiązku pokrycia szkód narzuconego jeszcze w 1578 r.
W latach 1635-1636 wielokrotnie odwiedzał kościół sekretarz posła francuskiego Charles Ogier. W jego wspomnieniach można znaleźć wiele ciekawych szczegółów, jak np. w relacji z 22 maja 1635 r.: „poszliśmy [...] do karmelitów, gdzie wysłuchaliśmy nabożeństwa niemieckiego, a potem nieszporów. Potem wzięliśmy udział w procesji Bożego Ciała, na przodku świece niosąc, i w innych ceremoniach kościelnych. Nabożeństwa w języku polskim odbywają się rano”. W następnym roku uczestniczył m.in. w rezurekcji – zapewne w tym kościele” „O północy tego dnia [22 marca] powiódł nas najdostojniejszy poseł znowu do kościoła, gdzie był olbrzymi tłum ludzi, taka heretyków jak katolików. Ciało Chrystusowe z grobu zabierają i śpiewają psalm: Panie, czemu się rozmnożyli trapiący mnie itd. Następnie odbywa się procesja, która trzykrotnie klasztor obchodzi, a przyłączają się do tej procesji heretycy i śpiewają razem z naszymi ludźmi, mianowicie z Polakami; tymczasem grzmią i huczą bębny i trąby wraz z organami i cały kościół jarzy się nieskończonymi światłami. Takie obrzędy i ceremonie przedziwnie rozpalają (czegośmy sami doświadczyli) pobożność zgromadzonego ludu. Wzdychających i płaczących ludzi można widzieć dokoła, wielce są bowiem w takich sprawach czuli Polacy i dlatego nawet kiedy słuchają świętego kazania, to na imię Chrystusa Najświętszej panny czy też na jakieś inne pobożne słowo i zdanie głośnymi wybuchają westchnieniami, zaś podczas mszy, gdy ksiądz Ciało Pańskie w górę podnosi, w usta, czoło, policzki i piersi silnie się biją i głową o ziemię uderzają. Aż do godziny drugiej potem śpiewano poranne modlitwy. Nie pamiętam, abym gdziekolwiek indziej tak pobożnie pobożną noc przepędził”.


Dobre były to czasy dla gdańskich karmelitów. Przeor Ludwik Smentek (1637) z powodzeniem zabiegał o wsparcie z miasta, zaopatrywał zakrystię w sprzęty i wzbogacał klasztorny księgozbiór. W 1648 r. szpital Św. Elżbiety zwrócił klasztorowi użytkowane od 1563 r. tereny wraz z wyremontowanymi domami mieszkalnymi, stajnią i oborą na 30 krów. Do rozkwitu zgromadzenia szczególnie się przyczynił ojciec Jędrzej Hazjusz (1600-1670), magister teologii, troskliwy przeor i złotousty orator, który przez 38 lat wygłaszał płomienne kazania. W 1649 r. przeorem był ojciec Jan Kunigk, zwany Janem od świętego Klemensa, o którym poza tym niewiele wiadomo.

Należy dodać, że podobnie jak dziś u karmelitów, kadencja przeora była krótka. Przeorzy często się zmieniali i jedna osoba mogła pełnić tę funkcję wielokrotnie, (z przerwami) w różnych miejscach.
Konwent nie był w tym czasie zbyt liczny. Giacomo Fantuzzi, który odwiedził Gdańsk w 1652 r. podaje liczbę zakonników na 10 do 12. Okres pomyślności zbliżał się ku końcowi. Definitywnie zerwała go wojna ze Szwedami w latach 1655-1660. Wprawdzie Gdańsk nie wpuścił wroga w swe mury, jak to uczyniła większość polskich miast, ale spustoszenie okolicy i osłabienie handlu musiało się odbić także na sytuacji klasztoru. Na domiar złego w 1668 r. „15 marca, w sam dzień, kiedy (wybór do Rady) w browarze tego klasztoru wybuchł pożar, przez co kościół w większości się spalił, tak, że tylko tylna część z 3 szpicami i wieżyczką pozostały (całe)”. Spaliła się wówczas sąsiadująca z browarem północna nawa korpusu – jedyna budowana w pełnej wysokości i dach zachodniej przybudówki prezbiterium. „Tę spaloną część, ponieważ dotknęło to tylko belek i krokwi, szybka odbudowano, obłożono belkami i zasklepiono po bokach deskami”.

Prawdziwa katastrofa miała dopiero nadejść. Spowodował ją wzrost napięcia między protestantami i katolikami. Już w 1670 r. karmelita, ojciec Leon odpowiadał anty luterańskimi kazaniami na ataki wojowniczego rektora Gimnazjum Akademickiego Idziego Straucha. A gdy procesja wróciła, czekał na nią motłoch i obrzucił kamieniami i łajnem. Procesja  pospieszyła do kościoła, który napastnicy zaraz oblegli. Użyto siły, wyważono bramę i splądrowano najpierw domy w dziedzińcu, a później kościół i klasztor”. Szkody były poważne. Według relacji współczesnych „wyłamano drzwi, wybito okna, porąbano w kawałki ołtarze i kazalnicę, zdemolowano organy, wyrwano piszczałki, rozbito ławki i ściany i całkowicie zrujnowano wnętrze kościoła”. Powyrywane piszczałki organów dano do zabawy dzieciom. W czasie tych wypadków część zakonników uzyskała schronienie i opiekę w domu kaznodziei kalwińskiego u Św. Elżbiety Crucigera. Odtąd i po ustaniu zamieszek, ilekroć umierał kapłan od Św. Elżbiety, w kościele karmelitów bito w dzwony.
Sprawa stanęła na Sejmie, który wyznaczył komisarzy. Do ugody doszło 23 grudnia następnego roku. Miasto wypłaciło 25 tysięcy odszkodowania. Król nalegał na surowe ukaranie sprawców: jednego ścięto, dwóch skazano na dożywocie, innych na więzienie od 1 roku do 5 lat, najmłodszy poszedł do domu poprawczego, jeszcze innego wyrzucono z miasta. Większość uczestników stanowili rzemieślnicy. Z supliki, którą wystosowali do władz skazani początkowo na śmierć (później na dożywocie) czeladnicy: piekarski Jan Kochel i młynarski Dawid Närdel, dowiadujemy się, że pierwszy z nich „tylko” rzucał kamieniami w okna kościoła, a drugi raczył się klasztornym piwem, podczas, gdy inni „zrzucili dzwony z wieży do Raduni, oprowadzali mnichów, ciągnąc ich za brody” i nabrali tyle rzeczy, „że im wystarczy do końca życia”. Część kosztowności została zwrócona, a otrzymane odszkodowanie posłużyło do odbudowy, w trakcie której ściana zachodnia otrzymała zachowany do dziś kamienny portal z inskrypcją: „Templum deiparae Virgini sanctisque Eliae et Eliseo Carmelitarum institoribus dicatum”. (Świątynia poświęcona Bogarodzicy dziewicy i świętym Eliaszowi i Elizeuszowi założycielom Karmelitów).
Odnowiony kościół poświęcił w niedzielę wielkanocną w 1681 r. opat pelpliński Ludwik Łaś.

Tymczasem zaszły zmiany w organizacji zakonu karmelitów w Rzeczypospolitej. Szybko rosnąca liczba klasztorów w końcu XVII w. było ich już 38 – stwarzała trudności w zarządzaniu przez jednego prowincjała. Na prośbę kapituły generalnej, papież Innocenty XI w roku 1687 zatwierdził podział dotychczasowej prowincji polskiej na dwie prowincje: polską i ruską, obejmującą także klasztory litewskie.
Do każdej z nich weszło po 17 klasztorów. Podział nie objął klasztoru gdańskiego, należącego wraz ze zgromadzeniami W Poznaniu, Bydgoszczy i Oborach, do podlegającej władzy wikariusza prowincjalnego grupy tzw. klasztorów reformowanych. Klasztory te przyjęły ściślejszą regułę, wprowadzoną jeszcze 1 455 r., jako reakcja na złagodzenie reżimu klasztornego przez Eugeniusza IV. Do Polski dotarła z dwuwiekowym opóźnieniem; jako pierwszy przyjął ją w 1652 r. klasztor poznański, tuż potem gdański i dwa pozostałe. Wikariusz prowincjalny podlegał zwierzchnictwu prowincjała starej reguły, co mogło prowadzić do nieporozumień. W 1728 r., gdy liczba zgromadzeń o surowej regule wzrosła do 10, utworzono z nich osobną prowincję wielkopolską. Do końca wieku liczba ich wzrosła do 13, na ogólna liczbę 56 klasztorów w 4 prowincjach dawnej Rzeczypospolitej.
Zreformowanie gdańskiego klasztoru okazało się łatwiejsze, niż dokończenie zbyt ambitnie zakrojonego założenia budowlanego. W 1689 r. „z wielkim zagrożeniem” rozebrano do polowy wysokości imponujące mury nawy północnej. Cegły z rozbiórki wykorzystano na dokończenie budowy klasztoru. Pracami kierował budowniczy miejski Bartłomiej Ranisch.
W roku 1690 założono wszystkie fundamenty i zasklepiono stary (wschodni) krużganek. W następnym roku „wykonano mury po obu stronach, oraz jeszcze przed zimą belki i dach położono, umówiono się też, co do dalszej budowy”. W opublikowanym opisie zespołu Ranisch wymienia „portal”, „dobudowany kościół” (nawę), „tylny chór (prezbiterium), w którego w obu narożnikach idą do góry piękne kręcone schody, a nad każdymi schodami wybudowano szpice albo wieżyczki”. Od północy przylega do prezbiterium „zakrystia i kaplica spowiednia”. W klasztorze wymieniony jest krużganek i dwa refektarze, oraz „małe budynki, stojące wokół kościoła i klasztoru”, które „są wszystkie domami mieszkalnymi”. Wokół wirydarza „dobudowano do starego krużganku z trzech stron nowy klasztor, tak, że krużganki czworobok zamykają, co Autor w myśl zawartego z konwentem kontraktu zbudował, zasklepił i nad nimi wzniósł cele”. Między klasztorem a nawą kościoła jest browar, na zachód od niego „konny młyn”, a w osobnym budynku przy ul. Podbielańskiej „wielka kuchnia”. Na załączonym rysunku widoczne są arkady nawy północnej jeszcze przed rozbiórką. Narożny domek przy bramie od strony ul. Elżbietańskiej ma szczyt zwieńczony ozdobnym nasadnikiem. Zachodni szczyt prezbiterium nosi cechy renesansu. Interesującym szczegółem jest metaloplastyczna chorągiewka z Matka Boską na środkowej wieżyczce wschodniego szczytu prezbiterium. Może to była owa „nowa wieżyczka” z 1642 r? Wewnątrz kościoła Ranisch zaznacza 5 ołtarzy i kazalnicę.

Wiek XVII to okres odradzania się katolicyzmu w Gdańsku. Udział katolików w ludności miasta, który w wyniku reformacji katastrofalnie zmalał i w latach 1631-1640 wynosił zaledwie 5,9 %, wzrósł w końcu stulecia do 11,4 %. W liczbach bezwzględnych oznaczało to ponad 7 tysięcy. Ich obsługą duszpasterską zajmowały się trzy pozostałe przy katolicyzmie kościoły klasztorne (Dominikanów, Brygidek i Karmelitów), a od 1683 r. także Królewska Kaplica, która wobec przejęcia kościoła Mariackiego i pozostałych kościołów parafialnych przez protestantów, stała się głównym kościołem parafialnym Gdańska. W 1718 r. biskup Konstanty Szaniawski, wprowadził podlegające jej pomocnicze okręgi duszpasterskie, po części odpowiadające terytorialnie dawnym parafiom z roku 1456.

W wydanym 14 lutego zarządzeniu czytamy m. in.: „Parafię Św. Katarzyny powierzamy gorliwie działającym w winnicy Chrystusowej synom św. Eliasza z góry karmelu, w niżej wyszczególnionych granicach: Od kościoła Św. Katarzyny ulicę Korzenną po obu stronach, tudzież ulicę Św. Elżbiety po obu stronach, wraz z ulicami ściśle przylegającymi, oraz cały teren wokół fos miejskich od ul. Św. Elżbiety, aż do miejsca rozebranego zamku, także ulicę Młyńską wraz z wszystkimi ulicami poprzecznymi i przylegającymi aż do rzeczki zwanej Młynówką. Także cały obszar zwany Osiekiem ze wszystkimi ulicami poprzecznymi i przyległymi. Do tego dołączamy przedmieście zwane Nowe Ogrody, aż do bramy w wale, tudzież całe terytorium, znajdujące się za Bramą Wysoką, mianowicie Piaskownię, Biskupią Górkę, Czarne Morze, aż do bramy w wale w stronę Szkotów”.
Mamy tu ściśle określone granice okręgu duszpasterskiego.
„Młynkówka”, to oczywiście kanał Raduni. „Miejsce rozebranego zamku” (krzyżackiego) nazywamy dziś Zamczyskiem. „Piaskownią” nazywano rejon dzisiejszej ul. Rogaczewskiego. Nazwa „Czarnego Morza” pochodziła od wypełnionego wodą wyrobiska w zakolu ul. Biskupiej. Ulica poniżej niego, jeszcze do niedawna nosiła nazwę „Stawki” – dzisiaj przebiega tędy odcinek alei Armii Krajowej.

Nie istnieje już brama Nowych Ogrodów, ale rozchodzące się od niej ulice Powstańców Warszawy, Kartuska i Pohulanka, wyraźnie wskazują, gdzie stała.

Równie wyraźne jest do dziś miejsce po bramie w stronę Starych Szkotów zwanej Zaroślacką (Peterszewską), a ostatnio także Oruńską – w rejonie wiaduktu nad torami kolei na początku Traktu Św. Wojciecha. Obie bramy rozebrano w 1927 r.

Zachowane wykazy chrztów urodzeń i zgonów, pozwalają określić ilościowo aktywność duszpasterska karmelitów przed rozbiorami. W porównaniu z innymi kościołami katolickimi była niewielka. Podczas, gdy w latach 1631 do 1795 udzielono w nich w zaokrągleniu od 5 do 23 % wszystkich chrztów w mieście, to udział „synów Św. Eliasza” aż do lat 1770-tych utrzymywał się na poziomie około 1 %, by w okresie rozbiorów, osiągnąć około 2 %. Prawdziwy przyrost miał nastąpić dopiero później.
O rozwoju zgromadzenia może świadczyć powiększenie dormiturium i wzbogacenie wystroju kościoła o dwa ołtarze w 1724 r. W czasie oblężenia rosyjskiego w 1734 r. na miasto padło 4430 pocisków. Uszkodzeniom uległo 1800 domów.

„Zasię wieże kościoła ojców Karmelitów od dokuczliwych kul poważnie ucierpiały, a jedna z bomb wpadłszy do spiżarni, rozsypała mąkę, inna w stajni, gdzie tuczone wieprze pozabijała, rozerwała się i na pół upieczone zostawiła”. Część szkód szybko naprawiono. Jedna kulę wmurowano na pamiątkę w krużganku.

W 1738 r. zbudowano dom z mieszkaniami do wynajęcia. W 1740 r. udzielono 9 chrztów, odprawiono 19 ślubów i 12 pogrzebów.
W 1747 r. przeorem był Cherubin Nakielski, o którym poza tym nic nie wiadomo. Według niektórych autorów w tym czasie mogły powstać barokowe hełmy wież flankujących wschodnią fasadę i wieżyczki na szczycie dachu. Przeczy temu fakt, że Mateusz Deisch w wydanych w latach 1761-1765 widokach Gdańska przedstawia je nadal jako szpiczaste. Musiano je przebudować po tym czasie. Danielowi Chodowieckiemu, który odwiedził rodzinne miasto w 1773 r., nie udało się dokładnie obejrzeć kościoła: „Potem poszedłem do kościoła Białych Mnichów, są tam obrazy, ale ponieważ akurat odprawiano mszę, nie zatrzymałem się”. Zawdzięczamy mu jednak wspaniałe ryciny, przestawiające gdańskich karmelitów w charakterystycznych strojach – długi brązowy habit, biała peleryna z kapturem, sandały na bosych stopach, głowa z wygoloną dużą tonsurą.

Należy tu dodać, że w okresie przedrozbiorowym gdański kościół karmelitów upodobali sobie mieszkający w okolicach lub bawiący w Gdańsku, przedstawiciele rodów szlacheckich, którzy nierzadko chowali tu swoich zmarłych. Świadectwem tego były liczne płyty grobowe i epitafia takich osób, jak np. zmarłego w 1565 r. starosty tykocińskiego Wojciech Wessla, kasztelana gdańskiego Dymitra Wejhera (+1628), kasztelanowej sierpeckiej Eleonory Niszczyckiej (+1633), wojewodów pomorskich Ludwika Wejhera (+1656) i Władysława Doenhofa (+1683), wojewody brzesko-kujawskiego, Jana Jakuba Potulickiego (+1726) oraz Kasztelanowej słońskiej Anny Sierakowskiej (+1792), damy orderu cesarstwa Gwiaździstego Krzyża, „w kwiecie młodości z powszechnym żalem z tego świata zeszłej”, które w rok później „Kajetan hrabia Sierakowski kasztelan słoński, orderów polskich kawaler, jako kochający mąż z powinności i przywiązania położyć kazał”. Po śmierci fundatora epitafium, jego wnuk Alfons dodał napis, poświęcony zmarłemu „Kajetanowi Onufremu z Bogusławic hr. Sierakowskiemu, staroście grodowemu Ziemi Dobrzyńskiej, posłowi na Sejm Wielki z województwa Krakowskiego, kasztelanowi słońskiemu, senatorowi, a w roku 1831 wojewodzie Królestwa Polskiego, kawalerowi orderów Orła Białego i Świętego Stanisława, ur. W Krakowie 1753, + w Warszawie 1841”.
Do naszych czasów zachowało się tylko uszkodzone epitafium wojewody Potulickiego na południowej ścianie prezbiterium.

Za panowania pruskiego po drugim rozbiorze, katolicyzm stracił oparcie, jakie miał pod rządami polskich władców i stał się w Gdańsku faktycznie religią drugiej kategorii. Czasy napoleońskie nie przyniosły polepszenia. Podczas oblężenia w 1807 r. część klasztoru zamieniono na szpital. W krużganku u karmelitów zmarł m. in. wzięty do niewoli przez Prusaków kpt. Wincenty Gołaszewski. W tym czasie przeorem był o. Łukasz Grentz. Kościół i klasztor ucierpiały od pocisków. W 1813 r. było podobnie, ale nie doszło do pożaru – jak u dominikanów. Powrót pod panowanie pruskie oznaczał zmierzch gdańskiego konwentu i przesunięcie akcentu na pracę duszpasterską.

W 1817 r. liczba udzielonych w kościele karmelitów chrztów wzrosła dwukrotnie, a od r.1820 oscylowała wokół 6-7 % wszystkich chrztów w mieście. Wiązało się to przede wszystkim z ogólnym przyrostem liczby katolików, a także ze zmianami administracyjnymi. W 1821 r. papież Pius VII włączył Gdańsk do diecezji chełmińskiej. Pociągnęło to za sobą formalne potwierdzenie i określenie granic czterech gdańskich parafii, w tym także kościoła karmelitów, coraz częściej nazywanym kościołem Świętego Józefa.

W 1823 władze pruskie skasowały zakon. Część zakonników opuściła klasztor, innym pozwolono pozostać do śmierci. Górne piętro klasztoru i kaplicę spowiednią przejęło wojsko na warsztat montażu sprzętu. Jednocześnie przebudowano domy od południa na plebanię. W 1835 r. wojsko zajęło całą północną część dawnego terenu karmelitów z klasztorem, obydwoma refektarzami, browarem i innymi obiektami. Jako własność kościelną pozostawiono część południową ze świątynią, plebanią i budynkami przy murach prezbiterium i niedokończonego piętnastowiecznego korpusu. Wróciła również do kościoła kaplica spowiednia i korytarz łączący go z klasztorem – późniejsza kaplica Świętego Krzyża

Kościół parafialny Świętego Józefa

W 1830 r. nie było już zakonników i jako administratora parafii powołano duchownego świeckiego. Wśród działających tu w tym okresie księży, należy wymienić Fryderyka Landmessera, późniejszego długoletniego proboszcza kościoła Św. Mikołaja (od 1840 r.) i posła na sejm Rzeszy (w latach 1882-84). W 1840 r. powołano samodzielna parafię pod nowym wezwaniem Świętego Józefa. Pierwszym proboszczem został 26 letni ks. Józef Michalski. Parafii przydzielono Stare Miasto na zachód od ulicy Stalarskiej i Łagiewników, Targ Drzewny i Węglowy, oraz całe tzw. Dzieła Zewnętrzne, czyli tereny zachodnie między wewnętrznym a zewnętrznym pasmem fortyfikacji z Biskupią Górką, Nowymi Ogrodami, Gradową Górką (dzisiejsze Grodzisko) i rejonem Lazaretu (okolice obecnej Dyrekcji Kolei).
W sumie na tym terenie było 3018 wiernych, w większości pochodzenia polskiego. W tym środowisku powstała w 1849 r. Liga Polska, której prezesem został młodziutki wikary od Świętego Józefa Konstanty Królikowski.

W następstwie konkordatu z 1821 r. rząd pruski zobowiązał się do zapewnienia części środków dla utrzymania kościołów i plebani, o resztę parafie miały się zatroszczyć same. W 1847 r. starczyło już pieniędzy na remont, który przywrócił świątyni świetność. W zestawieniu z odnowionym kościołem raziły zaniedbaniem używane przez wojsko budynki klasztoru.

Społeczność katolicka próbowała je odzyskać – takie zadanie postawiło sobie m. in. utworzone w 1848 r. Stowarzyszenie im. Piusa IX, ale władze do tego nie dopuściły. Opór władz udało się pokonać w innej sprawie: w 1853 r. przyjął pierwszych chorych katolicki szpital NMP na Dolnym Mieście. Jednym z członków jego Rady Nadzorczej był każdorazowo proboszcz kościoła Świętego Józefa. Po przeniesieniu proboszcza Michalskiego do Świętego Wojciecha w r. 1856, jego następcą został ks. Ignacy „von” Grabowski. Za jego rządów odwiedził kościół bawiący w 1881 r. w Gdańsku prof. Stanisław Tarnowski, późniejszy rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i prezes Akademii Umiejętności. Spójrzmy jego oczami na wnętrze świątyni: „W kościele karmelitów nawa tylko jedna, sklepienie w części zburzone w jakimś pożarze czy bombardowaniu i sufitem załatane; cudowny obraz Matki Boskiej uszkodzony jeszcze od wojen szweckich podobno, ale do dziś dnia bardzo odwiedzany i nabożnie czczony; bogate antepedium srebrne, bogate w zakrystii apparata, znać kościół miał możnych i hojnych dobroczyńców (Sierakowskich zapewne, których groby i nagrobki przetrwały różne zmiany czasów)...”.

Nie były to łatwe czasy dla katolicyzmu utożsamianego w zaborze pruskim z polskością. Już w 1869 r. skasowano polskie kazania w kościele Św. Józefa. Po zwycięstwie Niemiec nad Francją rozpoczęła się tzw. walka o kulturę (Kulturkampf), będąca po części reakcją na ogłoszony w 1870 r. dogmat o nieomylności papieża. Głównym celem było oderwanie niemieckich katolików od Watykanu, oraz ostateczna germanizacja ziem odebranych Polsce. Wspomagany przez niemieckich liberałów rząd Bismarcka poddał Kościół kontroli państwa i upaństwowił szkoły katolickie i starał się wyrugować język polski w zaborze pruskim. Zamykano seminaria i redukowano liczbę księży. W wielu parafiach zaczynało ich brakować. Restrykcje powodowały wzmożony opór i konsolidację społeczności katolickiej. Po 1886 r. ustały zresztą całkowicie. Na żądanie wiernych wznowiono polskie kazania w kościele Św. Józefa. Od 1885 r. proboszczem był ks. Adalbert Spors, późniejszy od (1906 r.) proboszcz kościoła Św. Mikołaja i kanonik chełmiński, założyciel „Domu Św. Józefa” dla robotników i rzemieślników przy ul. Garncarskiej 5/8.
Polityczna „odwilż” i rozkwit gospodarczy sprzyjały także katolicyzmowi. W latach 1871-1900 udział katolików w ludności Gdańska wzrósł z 26 do 32 %. W 1904 r. liczba wiernych w parafii Św. Józefa wynosiła 7227, czyli 2,4 raza więcej niż w r. 1840.

Ks. Spors był dobrym gospodarzem i nie zaniedbywał remontów. W latach 1886-89 wyłożono całą zachodnią fasadę cegłami, a w r. 1904 „kościół karmelitów (Św. Józefa) wzniesiony w latach 1481-89 późnogotycki budynek ceglany, został odnowiony pod kierunkiem tajnego radcy budowlanego [Alfreda] Muttraya. Gruntownie naprawiono mury silnie zwietrzałej południowej ściany prezbiterium, zreperowano przeszklenie okien i uzupełniono fryz maswerkowy pod głównym gzymsem. Przy ścianie północnej prowadzono głównie pracę nad osuszeniem ( rynny dachu i odprowadzenie wody z dziedzińca). Zakrystia otrzymała ogrzewanie piecowe”.

Warto w tym momencie przyjrzeć się ówczesnemu wystrojowi wnętrza, o którym najdokładniej relacjonuje w 1881 r. gdański historyk Józef Nikodem Pawlowski. W pięknie sklepionym prezbiterium, oświetlonych przez pięć wyposażonych w witraże okien, stały od zachodu trzy ołtarze. Środkowy obraz ołtarza głównego przedstawiał świętego Józefa. Tabernakulum i relikwiarz miały „kosztowne ozdoby”. Dalej czytamy: „ Kościół ma 14 ołtarzy bocznych, z których dwa znajdujące się w prezbiterium odróżniają się znacznie od pozostałych wielkością, rzeźbami i wspaniałymi ozdobami. Wchodząc do kościoła, widzimy pod chórem organowym stare malowidło; w dobudowanej części, oddzielonej od prezbiterium kościoła przez łuk tęczy, znajdują się wysoko na ścianie północnej i południowej w 6 wnękach – po każdej stronie po 3 – bardzo stare malowidła ze scenami z życia Eliasza. Pod nimi stoi 6 małych ołtarzy bocznych – po 3 po każdej stronie. Od północy są to: Ołtarz Przemienienia Pańskiego na górze Tabor, ołtarz Matki Boskiej Bolesnej, ołtarz Św. Jana Nepomucena z dobrą snycerką, a na ścianie przy łuku tęczy ołtarz Św. Bernarda. Przy łuku tęczy godna uwagi jest ozdobiona pięknym malowidłem i snycerka kazalnica. Pod łukiem tęczy wisi wielki krucyfiks, po obu stronach na ścianach stoją figury Matki Boskiej i Świętego Jana. W prezbiterium kościoła tuż przy kazalnicy jest mała kaplica Świętego Krzyża. Z tej kaplicy wchodziło się do krużganku dawnego klasztoru. W pobliżu znajduje się boczna empora, ozdobiona w licznych polach wieloma malowidłami. Pod nią jest wielki obraz ścienny „Eliasz karmiony przez kruki”. Na tej ścianie widać, oprócz kilku małych obrazów, epitafia rodu Sierakowskich z 1793 i 1866 r. Ołtarz Matki Boskiej Szkaplerznej ma bogaty wystrój i wiele rzeźb. Nad obrazem Maryi jest figura Św. Bernarda. Antependium jest pięknym trybowanym dziełem z posrebrzanym wyobrażeniem Św. Bernarda. Z kolei następuje wielka Kaplica Bractwa z pięknym sklepieniem wspartym na dwóch granitowych filarach. Znajdują się w niej dwa ołtarze: ołtarz Matki Boskiej szkaplerznej i ołtarz Św. Rodziny oraz chrzcielnica. Kilka starych obrazów zdobi ściany, wśród nich stary obraz Św, Bernarda w starych rzeźbionych ramach. Z obrazów w zakrystii godne uwagi są: Narodziny Chrystusa, Ofiarowanie Jezusa w Świątyni i Eliasz. Kościół ma piękne, drogocenne sprzęty - także ława komunijna zasługuje na uwagę. Po obu stronach ołtarza stoją stalle z bogatą snycerką, ściany nad nimi zdobią stare obrazy. Na wymienienie zasługuje Zabójstwo Św. Stanisława na lewo od głównego ołtarza i marmurowe epitafium na prawo od niego.

Po południowej stronie naprzeciwko ołtarza NMP Różańcowej stoi ołtarz Św. Anny, wykonany w tym samym stylu, co tamten. Nad obrazem Św. Anny widnieje figura Św. Joachima. Ścianę aż do ołtarza Św. Moniki ozdabiają różne stare obrazy i odnowiona figura Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku. Dalej następują począwszy od łuku tęczy w dobudowanej części kościoła ołtarze: Św. Bernarda, Św. Walentego, (piękny obraz) Św. Krzyża (1724) i Św. Judy Tadeusza. Wszystkie ołtarze są świeżo odnowione i maja mniej lub bardziej piękne obrazy z wyobrażeniami, odpowiadającymi wezwaniom ołtarzy.
Kościół ma 3 dzwony. Na kamiennej tablicy nad wejściem na zewnątrz kościoła można przeczytać po łacinie, że kościół jest poświęcony Eliaszowi i Elizeuszowi i że budynek kościoła został odnowiony w 1847 r. Kościół wywiera podniosłe wrażenie”.

Do tego opisu należy dodać, że prawie całe to wyposażenie pochodziło z pierwszej połowy XVIII w. Z nielicznych starszych obiektów, które przetrwały kolejne dewastacje, można wymienić późnogotyckie i pochodzące z około 1500 r. fragmenty wspaniałych barokowych stall z drugiej połowy XVII w. w prezbiterium, przechowywany wówczas na plebani relief z Bożym Narodzeniem i Św. Jerzym z około 1535 r., srebrna sukienkę z około 1680 r. na ołtarzu św. Józefa w „kaplicy Bractwa”, kazalnicę z ok. 1680 r. z późniejszymi uzupełnieniami, organy z lat 1640/1680 itp. Jeden z trzech dzwonów kościoła pochodził z 1491 r., drugi z 1530 r.

Następca proboszcza Sporsa Anton (Antoni) Sawatzki, prowadził parafię przez zawirowania pierwszej wojny i większość lat powojennych. Wyróżniał się aktywnością polityczną. Był posłem do sejmiku pruskiego w Wolnym Mieście Gdańsku posłem na Sejm (Volkstag) z ramienia katolickiego Centrum i członkiem Senatu (odpowiednik ministra). Pełnił także funkcję dziekana dekanatu gdańskiego. Za jego czasów remontowano rynny (1914), przypory zewnętrzne kaplicy (1916) i szczyty (1920). W tym ostatnim roku odmalowano wnętrze i usunięto 5 osiemnastowiecznych ołtarzy, które później przekazano do nowego kościoła Św. Antoniego w Brzeźnie. Światło na tę niecodzienną sprawę – kościół wyzbywa się części zabytkowego wyposażenia! – rzuca okolicznościowa broszurka z 1926 r.:

„Kościół Św. Józefa w Gdańsku przywdział nową szatę. Ozdobiono go wieloma pełnymi blasku barwami. Całe wnętrze zostało odnowione i wiele obiektów musiało ustąpić i zrobić miejsce dla potrzeb nowych czasów. Także niektóre ołtarze. Było ich w sumie pięć. Zostały skazane, by dokonać żywota w jakimś magazynie, albo na poddaszu kościoła zapomniane od wszystkich. Biedne ołtarze. Tak je czczono i tak gorliwie się przy nich modlono, przez całe wieki.

Św. Antoni zlitował się nad nimi. Przejął je. Na wielkiej platformie miały swój wjazd do Brzeźna, potężny ładunek. Niejeden kręcił głową. Na co Brzeźnianom te stare gruchoty? Wkrótce gruchoty święciły wspaniałe zmartwychwstanie. Przechowywano je troskliwie. Każdy kawałek oczyszczono, uszkodzone fragmenty uzupełniano. Potem próbowano i próbowano, aż z trzech ołtarzy powstał na nowo świecący bielą i świeżym pozłoceniem ołtarz główny”.

Zachowany do dziś ołtarz w Brzeźnie łączy w sobie mensę i części retabulów trzech ołtarzy ze Św. Józefa. Obrazy przedstawiają Św. Jana Nepomucena i Św. Antoniego.

Fragmenty pozostałych ołtarzy wykorzystano jako nastawy ołtarzy bocznych – NMP i Najświętszego Serca Jezusowego. Za czasów proboszcza Sporsa usunięto większość polskich nagrobków, które jeszcze przed I wojną oglądał tutaj ks. Tadeusz Kruszyński. Pozostały tylko epitafia Sierakowskich i Potulickiego.

W latach 1923-24 przyszła kolej na remont pięknych organów, przypuszczalnego dzieła  Mertena Friesego (ok. 1640) i Daniela Nitrowskiego (ok. 1680), zachowanych bez istotnych zmian – mimo osiemnastowiecznej przebudowy. Ostatni remont przeszły w 1863 r. Miały wówczas 22 głosy. Gdańska firma J. Goebel dodała teraz 1 głos i zmieniła trakturę z mechanicznej na elektropneumatyczną (dzisiaj postępuje się odwrotnie).
W 1924 r. urządzono kaplicę ku czci poległych w I wojnie i umieszczono w niej Pietę.

W 1927 r. usunięto szkody z kaplicy, spowodowane przez wichurę. W 1933 r. odnowiono hełm wieżyczki południowo-wschodniej.
Remonty nie objęły przejętego przez miasto klasztoru, którego budynki znajdowały się w opłakanym stanie.

W latach 1920-tych między nimi, a ul. Elżbietańską, powstało popularne kino UT-Lichtspiele – dawny tatersal.

W okresie międzywojennym zaszły zmiany w administracji kościelnej. Już w r. 1922 wyłączono teren Wolnego Miasta z diecezji chełmińskiej i warmińskiej, a w 1925 r. utworzono samodzielna diecezję gdańską, której biskupem został dotychczasowy administrator apostolski (poprzednio biskup Rygi) Edward hr. O’Rourke.

Przez cały czas rosła liczba katolików w mieście – od 36% w 1924 r. do 39 % w 5 lat później. W 1924 r. parafia Św. Józefa była w Śródmieściu druga po Św. Mikołaju – liczyła 11.361 wiernych. Przestały jej podlegać Piecki i Szadółki, ale doszedł Emaus z kościołem Św. Franciszka, oraz tereny przy obecnej Alei Zwycięstwa.

Po przejęciu władzy w 1933 r. przez hitlerowców, atmosfera polityczna uległa pogorszeniu. Mnożyły się ekscesy skierowane przeciw Żydom, Polakom i w ogóle wszystkim, którzy nie chcieli się pogodzić z narodowo-socjalistycznym reżimem. W 1934 r. hitlerowskie bojówki rozbiły zebranie opozycyjnej partii niemiecko-narodowej w Domu Świętego Józefa. Z jednego z napastników, bojówkarza Deskowskiego, który przypadkowo zmarł, zrobiono męczennika za przekonania. Wydarzenie to wykorzystano jako pretekst do rozprawienia się z opozycją. Zaczął się brutalny terror.
W tym samym roku 1934 zmarł proboszcz Sawatzki. Jego następcą został w 1935 r. ks. Klemens Fedtke. Pomagali mu wikarzy Bruno Binnebesel, Alfons Marschalkowski i Erich Lex Alexander hr. Mellin. W granicach rozszerzonej parafii znalazł się założony w 1928 r. zakład dla chłopców przy obecnej Al. Zwycięstwa z kaplicą Chrystusa Króla, prowadzony przez palotynów z Limburga.

Sytuacja Gdańska stawała się coraz trudniejsza, także dla niemieckich katolików. W 1938 r. władze hitlerowskie doprowadziły do zmiany biskupa O’Rourke, na wygodniejszego dla siebie Karola-Marię Spletta. Rosło napięcie. W dniu 1 września 1939 r. atakiem na polską Składnicę Amunicyjną na Westerplatte, rozpoczęła się II wojna światowa. Po włączeniu Gdańska do Rzeszy, hitlerowscy mordercy mieli rozwiązane ręce.

Aresztom, egzekucjom, wysiedleniom nie było końca. Zaczął działać obóz koncentracyjny Stutthof. Prześladowano w pierwszym rzędzie Polaków – wśród nich wielu księży. Język polski był zakazany nawet w kościele. Represje dotknęły także niektórych kapłanów niemieckich. Znalazł się wśród nich były wikary Św. Józefa, pełniący w tym czasie funkcje proboszcza w Brzeźnie – Binnebesel. Aresztowany w 1943 r. za „rozkładanie woli walki narodu niemieckiego”, został skazany na śmierć i stracony 13 listopada 1944 r.

Dzień zagłady

Pierwsze lata wojny były dla miasta względnie łaskawe. Upragniony „powrót do Rzeszy” przyniósł Gdańszczanom coś, czego dotąd nie znali – kartki na odzież, mydło, mięso i tłuszcze. Wprowadzono obowiązkowe zaciemnienie.

Od 1940 r. spisywano kościelne dzwony, w tym 3 u Św. Józefa, by je później oddać na przetopienie do hut. W 1942 r. zaczęła się ewakuacja wyposażenia najcenniejszych obiektów. Wywożono je i ukrywano z reguły w okolicach Gdańska, – dzięki czemu stosunkowo dużo ich ocalało. Niestety, działania te tylko w niewielkim stopniu objęły ówczesne kościoły katolickie. Zagrożenie dotąd niewielkie, – jeśli nie liczyć sporadycznych nalotów w latach 1941, 1942, i 1944, przybrało realny kształt w 1945 r. Załamanie frontu wschodniego, tłumy uciekinierów, przerwanie połączeń kolejowych na zachód, uświadomiły mieszkańcom Gdańska nieuchronność klęski. Podtrzymywana terrorem „wola walki narodu niemieckiego” nie wystarczyła, by ją odwrócić. Intensywne naloty (od 9 marca) i bezpośredni ostrzał (od 23 marca), powodowały coraz rozleglejsze pożary i zniszczenia. 26 marca, wojska sowieckie zajmują Oliwę, 27 marca, są we Wrzeszczu i zaczynają wchodzić do Śródmieścia.

W tym dniu doszło do zagłady kościoła Świętego Józefa, który w przejmujący sposób zrelacjonował ówczesny wikary (na miejsce Binnebesela) ks. Georg Klein:

„Kościół, plebania i kwartał domów wokół kościoła były całkiem nieuszkodzone, z wyjątkiem UFA-Palast (nowe kino przy kościele Św. Elżbiety), który spłonął 23 marca. W sobotę 24 marca o 8 rano zaczęło się w kościele nabożeństwo żałobne, gdy wkrótce potem granat uderzył w dach kościoła, dokładnie nad głównym ołtarzem i tynk, kamienie i gruz spadły na ołtarz, że nabożeństwo trzeba było przerwać. To była jedyna szkoda, jakiej budynek doznał od działań wojennych.
Kobiety, dzieci i starcy schronili się ze strachu na plebani i w kościele. Tam wraz z ludźmi z okolicy spędziliśmy noc w poniedziałek 26 marca. Nad ranem zrobiło się przejmująco cicho. Żadnego strzału, szczęku pojazdów, żadnych głosów. Weszliśmy ostrożnie na piwniczne schody, gdy usłyszeliśmy ciężkie kroki wchodzącego do domu. Pierwszy żołnierz sowiecki stał przed nami gotowy do strzału, potem przyszedł drugi i zabrał nasze zegarki. Pozwolono nam wyjść i zobaczyliśmy sowieckie pojazdy i wielu żołnierzy, ale widzieliśmy też, że wszystko stało nienaruszone. Żołnierze zaczęli biegać po plebani i kościele i zaraz się pojawili z łupami, robili miejsce dla innych. Byliśmy jak sparaliżowani i wycofaliśmy się do na pół spustoszonego pokoju. Jeden żołnierz szedł za nami, grożąc gestami wyrzucił nas z domu i zmusił 18-letnią dziewczynę by została. Po jakiejś chwili pojawiła się na dworze, wzburzona, potargana i milcząca. Stało się. Pojawiły się inne grupy, już pod wpływem alkoholu. Podobno znaleźli zapasy alkoholu w piwnicy pobliskiego Ratusza Staromiejskiego. Popędzili nas wrzaskiem, śmiechem i szturchaniem z powrotem na plebanię oraz do kościoła. Każdemu, kto chciał wyjść grozili pepeszami. Przyjechał samochód wyładowany bańkami. Jedną z nich wciągnęli do kościoła, drugą do plebani. Dało się zauważyć zapach benzyny i odtąd wiedzieliśmy, co nas czeka. Jakaś kobieta, która była w kościele wypadła i została natychmiast zastrzelona. Pijany żołnierz wszedł do kościoła. Widzieliśmy z plebani, jak w świątyni buchnęły płomienie i słyszeliśmy krzyki i płacz znajdujących się wewnątrz ludzi. Żołnierz wyszedł i zamknął za sobą drzwi.

Tymczasem proboszcz Fedtke dojrzał z nie obserwowanego okna z tyłu plebani jakiegoś, jak się wydawało jeszcze trzeźwego oficera i zwrócił gestami jego uwagę na to, co się działo na dziedzińcu kościoła. Gdy teraz jeden z żołnierzy chciał wejść do plebani, zapewne żeby i tu podłożyć ogień, oficer pojawił się na dziedzińcu, przepędził żołnierzy i wyrzucił nas na dwór. Ludzie w płonącym kościele już z niego nie wyszli.
Kiedyśmy po kolejne strasznej nocy znowu chcieli iść do plebani, zobaczyliśmy, że jest wypalona, podobnie jak kościół, a także ulice i uliczki, które przedtem przetrwały wszystkie nienaruszone”.

W tym samym czasie inny były ksiądz od Świętego Józefa – Mellin, dzięki znajomości języka rosyjskiego, uratował przed podpaleniem kościół Świętego Mikołaja.

Autor powyższej relacji, ks. Klein, musiał później, podobnie jak większość niemieckich Gdańszczan, opuścić rodzinne miasto. Przez pewien czas działał w Berlinie. Zmarł w 1994 r.

Zniszczenia kościoła były straszne. W 1946 r. oszacowano je na 80% i wyceniono na 212.500,00 przedwojennych złotych. Brakowało sklepień i dachów, pozostały tylko spękane mury. Runęły szczyty zachodnie, wyrwa w fasadzie sięgała aż do portalu. W lepszym stanie przetrwała fasada wschodnia, ale wieżyczka flankująca ją od północy straciła barokowy hełm. Równie rozpaczliwy był stan budynków klasztoru.
Prawie kompletnemu zniszczeniu uległo zabytkowe wyposażenie kościoła. Przetrwały tylko dwa ołtarze w kaplicy przy prezbiterium, chrzcielnica i konfesjonały, oraz przepalone epitafium wojewody Potulickiego na ścianie prezbiterium.
Samowola pijanych żołdaków obróciła w niwecz wspaniałe dziedzictwo wielowiekowej historii. Zabytek, choć zrujnowany, przedstawiał jednak tak wielką wartość, że już w latach 1946/47 przewidziano jego odbudowę. Pierwsze prace, zaczęte 15 lutego 1947 r., objęły odgruzowanie i rozbiórkę zniszczonych elementów. Do 13 sierpnia 1948 r. umocniono nadwątlone mury i położono prowizoryczne dachy na budynkach klasztoru. Na szczęście nie doszło do przykrycia kościoła planowanym prostym stropem z betonu. Prace prowadziła Gdańska Dyrekcja Odbudowy. W 1948 r. kościół i klasztor przejęli Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej.


KOŚCIÓŁ OBLATÓW.

Zgromadzenie Oblatów, którego pełną nazwą są Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej (oblatus oznacza po łacinie ofiarowany) założył w 1816 r. ks. Eugeniusz de Mazenod. Pierwszą siedzibą był opuszczony klasztor SS. Karmelitanek w Aix-en-Provence. W 1826 r. zgromadzenie zostało zatwierdzone przez papieża Leona XII, co bardzo przyspieszyło jego rozwój. W 1861 r., w którym zmarł O. Eugeniusz, zgromadzenie liczyło już 414 misjonarzy pracujących na 4 kontynentach. Pierwsi polscy oblaci pracowali od 1891 r. w prowincji niemieckiej i od 1898 r. wśród wychodźstwa polskiego w Kanadzie. W 1920 r. powstała prowincja polska, z początkową siedzibą w Krotoszynie – obecnie w Poznaniu. Mimo wielu trudności, szybko powstawały nowe domy zakonne, juniorat i nowicjat. Celem zgromadzenia było między innymi przygotowanie kandydatów do pracy misyjnej.

W roku 1939 w Polsce było 286 oblatów, skupionych w 14 domach i placówkach misyjnych, m. in. w Obrze, gdzie było seminarium zakonne – oraz na Świętym Krzyżu pod Kielcami. Opiekowali się również sanktuarium maryjnym w Kodniu. W czasie wojny aż 35 oblatów trafiło do obozów koncentracyjnych. W sumie poniosło śmierć 40 zakonników, wśród nich współzałożyciel prowincji polskiej o. Jan Wilhelm Kulawy i jego brat Paweł, zamordowani w 1941 r. w Auschwitz.

Po wojnie zaczęły powstawać nowe domy zakonne. Jeden z nich zorganizowano w Gdańsku. Ojcom, którzy zaraz po wojnie podjęli pierwsze kroki w celu osiedlenia się tutaj, proponowano początkowo inne, podobnie zrujnowane kościoły na Siedlcach, Zaroślaku (Zbawiciela), albo nie zniszczony kościółek w Jelitkowie.

Prowadzący rozmowy z Administratorem Apostolskim diecezji, o. Józef Mańkowski, wybrał jednak dogodniej położony kościół Świętego Józefa i 4 stycznia 1947 r., ojcowie otrzymali od Kurii Biskupiej pozwolenie na odbudowę kościoła i klasztoru. Na decyzje władz państwowych trzeba było czekać rok. Pismem z 13 stycznia 1948 r. Ministerstwo Administracji Publicznej wyraziło zgodę „na przekazanie w tymczasowy zarząd i użytkowanie Zgromadzeniu Ojców Oblatów Prowincji Polskiej, nieruchomości poklasztornych w Gdańsku, położonych przy ulicy Elżbietańskiej 9/10, oraz przy ulicy Podbielańskiej nr 12 i 13...”. 16 sierpnia wraca o. Mańkowski, tym razem już jako dyrektor gdańskiej placówki i zaczyna pracę od przywrócenia do kultu szczęśliwie ocalałej kaplicy północnej, zwanej niegdyś Spowiednią, później kaplicą Bractwa lub Matki Boskiej Szkaplerznej. Już 8 września 1948 r., odprawia w niej pierwszą Mszę św. W listopadzie przenosi się do krużganku, w którym powstają dwa pokoje, kuchnia i warsztat stolarski. Wkrótce organizuje się Komitet

Odbudowy Kościoła, którego prezeską jest Antonina Czyżewska. Zaczyna się usuwanie gruzów. Odbudowę prowadzą tzw. systemem gospodarczym. Kierował inż. Żebrowski, wspomagał ja i nadzorował ówczesny konserwator wojewódzki profesor Jan Borowski.
W 1949 r. odkopano piwnice i przykryto dachówką część klasztoru. W rok później, czterej osiadli w Gdańsku zakonnicy zamieszkali na piętrze odbudowanego skrzydła klasztoru. Do końca 1952 r.

kościół otrzymał drzwi, okna i dach, a w przykrytym w prowizorycznym stropem wnętrzu umieszczono na nowym kamiennym ołtarzu obraz Św. Józefa. Uroczystość poświęcenia częściowo odbudowanego kościoła odbyła się 19 marca 1953 r.

Z różnych powodów dalsze prace się przeciągały. Dopiero w 1957 r. udało się pokryć cały klasztor ceramicznym dachem z wyjątkiem dużego refektarza, który doczekał się odbudowy szczytu i położenia dachu w rok później. W 1960 r. odtworzono w betonie gwiaździste sklepienie prezbiterium i wybudowano chór organowy.

W roku 1967 trwała odbudowa skrzydła północnego klasztoru, zakończona w 1970 r. położeniem sklepienia krużganku. W listopadzie tegoż roku okno w prezbiterium otrzymało witraż, zaprojektowany przez Barbarę Massalską. Przy odbudowie kościoła współpracowali architekci Leonard Tarszkiewicz i o. Alfons Kupka, oraz artysta plastyk Stanisław Mizerski.
Wielką pomoc w odbudowie zniszczonego kościoła, okazała ludność Gdańska pochodzenia polskiego. Pomimo wielu starań, nie udało się erygować parafii św. Józefa. Kościół jako REKTORALNY pełni funkcję pomocniczą w parafii św. Brygidy. Pewna ciągłość wielowiekowej tradycji stanowią obchodzone uroczyście, coroczne ODPUSTY: Świętego Józefa i Matki Bożej Szkaplerznej, połączone z rekolekcjami.
Dekretem Księdza Biskupa Ordynariusza Edmunda Nowickiego, z dniem 21 kwietnia 1964 r., w kaplicy Matki Bożej Szkaplerznej, została ustanowiona Wieczysta Adoracja Najświętszego Sakramentu. Piękną monstrancję w kształcie łodzi pod żaglami do kaplicy Wieczystej Adoracji, ufundował proboszcz parafii Św. Brygidy ks. prałat Henryk Jankowski. Również od tego momentu w kaplicy Wieczystej Adoracji trwa stały dyżur Misjonarzy Oblatów w konfesjonale. Dziennie przez kaplicę przewija się od 500 do 1000 osób.

W Roku Jubileuszowym 2000, wyspowiadano ok. 100.000 penitentów z Gdańska i jego okolic.

W 1978 r., dzięki o. Rektorowi Józefowi Kamińskiemu, prezbiterium kościoła Św. Józefa otrzymało nowy wystrój liturgiczny: ołtarz, tabernakulum, nastawa ołtarzowa, ambonka, posadzka. Całość została uzupełniona w 2000 roku przez o. Superiora Bernarda Briksa nową ścianą elewacyjną w prezbiterium, na której umieszczone są figury Świętej Rodziny oraz piękny 5-metrowy krzyż z postacią Chrystusa, rzeźbioną w drewnie wg wzoru Wita Stwosza. W latach 1980-87, kiedy superiorem i rektorem kościoła był o dr Władysław Hirsz wymalowano cały kościół, założono ogrzewanie w kaplicy Wieczystej Adoracji, wyposażono w 3 nowe żyrandole, oraz dokonano remontu dachów kościoła i klasztoru.

W jubileuszowym roku 2000, z inicjatywy ojca superiora domu i rektora kościoła Bernarda Briksa, 27 marca tegoż roku J. Eks. Ks. Bp Zygmunt Pawłowicz wraz z oblackim misyjnym biskupem Polakiem J. Eks. Ks. Bpem Eugeniuszem Jureczko OMI poświęcili Epitafium – pomnik ofiar, mieszkańców Gdańska, spalonych wraz z kościołem 27 marca 1945 r. w liczbie ponad stu osób przez żołnierzy Armii Czerwonej.
Odtąd kościół Św. Józefa, jako miejsce pamięci i modlitw, stał się gdańskim

SANKTUARIUM OFIAR NIELUDZKICH SYSTEMÓW.

Autorem i wykonawcą epitafium jest sopocka rzeźbiarka- artystka p. Emilia Kaus.

Podczas poświęcenia Ks. Bp. Zygmunt Pawłowicz wyraził życzenie:
„Niech gdańskie Sanktuarium Ofiar Nieludzkich Systemów będzie miejscem modlitwy i zadumy, refleksji i przestrogi – ekumenicznym miejscem pamięci i pojednania”.

W latach 2002-2008 w kościele wykonano kolejne remonty i modernizacje. Między innymi wymieniono poszycie dachu, przeprowadzono renowację barokowego ołtarza M.B. Szkaplerznej, przebudowano Kaplicę Wieczystej Adoracji. Odrestaurowano bramę  znajdującą się na placu przykościelnym, wykonano iluminację kościoła, zamontowano 27 głosowe organy, wyremontowano Kaplicę Misyjną p.w. Św. Eugeniusza de Mazenoda, założyciela Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów M.N. W roku 2006 w czasie odpustu ku czci św. Józefa ks. bp Zygmunt Pawłowicz poświęcił nową figurę św. Józefa, która została umieszczona w prezbiterium kościoła. Ten etap prac - przeprowadzony dzięki staraniom o. Pawła Ratajczyka, superiora domu zakonnego - zakończono w dniu 15 marca 2008 roku uroczystym poświęceniem w kaplicy Wieczystej Adoracji odbudowanej barokowej części ołtarza wystawienia Najświętszego Sakramentu. Tego w obecności o. Teodora Jochema, prowincjała polskich OO. Oblatów oraz licznie zgromadzonych wiernych dokonał  ksiądz arcybiskup Tadeusz Gocłowski - metropolita gdański.; w ostatnim roku sprawowania swojego urzędu . Kościół św. Józefa, zaś szczególnie mieszcząca się tuż przy nim kaplica Wieczystej Adoracji to dla Gdańszczan od wielu lat miejsce zadumy i modlitwy, a przede wszystkim pojednania z Bogiem. Nie tylko mieszkańcy Trójmiasta lecz także liczni turyści i przypadkowi goście wykorzystując całodzienną obecność  kapłana w konfesjonale przystępują do sakramentu pokuty, zaś  nawrócenia niejednokrotnie po wielu latach wcale nie należą do rzadkości.




 
Kontakt

Misjonarze Oblaci M.N. w Gdańsku

ul. Elżbietańska 9/10
80-894 Gdańsk

tel. 58 301 24 14

tel. 58 305 22 85

mail: gdansk@oblaci.pl

FURTA CZYNNA

Dni powszednie:
8.00 - 13.00
15.00 - 18.00

Niedziele i święta:
7.00 - 14.00
17.30 - 19.00

(pełna nazwa)
Dom Zakonny Misjonarzy
Oblatów Maryi Niepokalanej
w Gdańsku
ul. Elżbietańska 9/10
80-894 Gdańsk

PEKAO SA Gdańsk,
II O. w Gdańsku,
ul. Garncarska 23
nr konta
:
29 1240 1268 1111 0000 1542 1546

(ofiary na bieżące prace remontowe)

54 1240 1268 1111 0010 3967 3584

Szukaj
Linki

Licznik odwiedzin
mod_vvisit_counterDzisiaj230
mod_vvisit_counterWczoraj236
mod_vvisit_counterTygodniowo858
mod_vvisit_counterMiesięcznie8442
mod_vvisit_counterSuma493608

Online: 6
Dzisiaj: Wrz 26, 2017